Chania – Mała Wenecja?

Chania określana jest tzw. Bramą Wjazdową na Kretę, ponieważ każdy właśnie od niej zaczyna zwiedzanie. My jesteśmy chyba jacyś inni, ponieważ zostawiliśmy ją sobie na koniec.
Zwiedziliśmy wiele pięknych miejsc, takich jak: Balos, Elafonisi, Wąwóz Samaria, aby potem ostatecznie stwierdzić, że przecież została nam jeszcze Chania!

Do Chanii wybraliśmy się wczesnym rankiem. Było sporo przechadzających się leniwie lub popijających poranną kawę mieszkańców… Było sporo biegających z aparatami turystów, ale nie było tego… chaotycznego zgiełku.

Zrobiliśmy sobie spacer wybrzeżem, aby potem powolutku wkroczyć w wąskie, kamienne uliczki. To tam według mnie zaczyna się prawdziwa Chania.

Historia miasta sięga aż IV wieku p.n.e., kiedy to Minojczycy wybudowali w tym miejscu pierwszą osadę – Keydonię. Kolejno rządzili tutaj Rzymianie, Wenecjanie, Turcy oraz – ostatecznie – Grecy.

To Wenecjanie w XIII wieku wybudowani w tym miejscu twierdzę, a samemu miastu nadali styl włoski. Mury obronne zachowały się do dziś, a stary port wenecki z promenadą i licznymi knajpkami stał się ulubionym miejscem spacerowym mieszkańców oraz turystów.

Wybudowana przez Wenecjan latarnia morska zachowała się do dziś i wskazuje statkom drogę do portu.

Spacerujemy wąskimi, klimatycznymi uliczkami. Z każdej strony otaczają nas malutkie sklepiki oferujące na sprzedaż bardziej lub mniej lokalne produkty. Od owoców, warzyw, miodów czy łakoci po pamiątki i pamiąteczki – tzw. „zbieracze kurzu” czy „durnostojki” (takie ciekawe określenie ostatnio wyczytałam i bardzo mi się spodobało) oraz magnesy z Krety „made in China”.

 
    

Kupujemy owoce oraz, oczywiście, zbieracze kurzu. Choć wiem, że to tylko zajmuje miejsce na półce, po prostu muszę… no muszę!… coś przywieźć z każdej podróży. Przyjemność sprawia mi później patrzenie na takie stojące czy wiszące pamiątki, a nawet (!) odkurzanie ich.
Kupiliśmy wiszący talerzyk. Taki tandetny, ale o bezcennej wartości sentymentalnej. Niestety, został rozbity podczas przewozu bagażu liniami Ryanair (choć wydawało mi się, że bardzo dokładnie pozawijałam go w nasze koszulki…). Talerzyk został ostatecznie zreanimowany (Michał składał puzzle) i teraz wisi szczęśliwie na ścianie.

Oto zreanimowana pamiątka z Krety 🙂

Minęliśmy sklepy. Im dalej od nich, tym uliczki stają się coraz bardziej puste. Czasami jesteśmy w nich tylko my oraz wylegujące się leniwie koty.

To dobry moment, by przycupnąć na chwile w lokalnej knajpce i uraczyć podniebienie napojem bogów. To dziwne, ale ukryte w wąskich uliczkach knajpeczki świecą pustkami. Ma to swój niepowtarzalny urok.

Nasz wzrok przykuwa ciekamy malunek na ścianie. Postanawiamy właśnie tam odpocząć.

Zimne piwko, podane w południowym stylu – czyli powolutku 🙂 smakuje jak nigdy. Właściciel knajpki puszcza nam leniwą, po cichutku sączącą się z radia muzyczkę. Jest błogo.

Ukoiwszy zmysły ruszamy dalej. Dochodzimy do hali targowej. Lubimy takie miejsca, więc postanawiamy i tym razem zajrzeć do środka. Agora (tak się nazywa budynek hali) zaskakuje różnorodnością stoisk. Minąwszy wszelkie podkoszulki i pamiątkowe gadżety dochodzimy do tego, co pieści nasze zmysły. Owoce, warzywa, sery, przyprawy… Oj, chcielibyśmy wszystko kupić, zjeść, zabrać, ale organicza nas czas (w kwestii przejedzenia tego) oraz pojemność bagażu (w kwestii zabrania produktów ze sobą). Kupujemy co nieco tylko na spróbowanie.

 

Dzień zleciał nam nie wiadomo kiedy. Wieczór postanawiamy spędzić w jednej z lokalnych knajpek, tuż przy promenadzie. Zachód słońca wygląda stamtąd przepięknie.

  

Zamawiamy lokalną rybkę. Smakuje wyśmienicie. To bardzo miły wieczór, niestety ostatni na Krecie. Jutro już lot do domu…

Co dobre, szybko się kończy. Kreto, jeszcze wrócimy! Pewnie w inną część wyspy, ale wrócimy!

Booking.com

O

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wąwóz Samaria – jak nie zostać „uwięzionym” na noc?

– Zostajecie w Agia Roumeli na noc? – Zagadnął nas właściciel knajpki serwując zimne piwo. – Nie, dlaczego? – Była...

Zamknij