Wąwóz Samaria – jak nie zostać „uwięzionym” na noc?

– Zostajecie w Agia Roumeli na noc? – Zagadnął nas właściciel knajpki serwując zimne piwo.
– Nie, dlaczego? – Była dopiero 17:30.
– Bo właśnie odpływa Wam ostatni statek!
Tak właśnie zapamiętałam nasz trekking po Wąwozie Samaria 🙂 Zacznijmy jednak od początku…

Wąwóz Samaria to jeden z najbardziej turystycznych szlaków trekkingowych na Krecie. Obawialiśmy się tłumów ludzi, jednakże opisy i zdjęcia zachęcały, by się tam mimo wszystko wybrać. Tak też uczyniliśmy.

Trasa miała zająć nam około godziny.

Trasa wiodąca do celu, czyli do wspomnianej wioski Xyloskalo, jest niezwykle kręta i malownicza.

Jechaliśmy powoli, niespiesznie, chłonąc cudowne widoki.

Haha, gdybyśmy wiedzieli, że przez to niemalże spędzimy noc na odludziu, dodalibyśmy pewnie więcej gazu… 🙂

Dotarliśmy na miejsce. Kupiliśmy bilet, po czym zwarci i gotowi zameldowaliśmy się na starcie. Tutaj muszę dodać, że o samej trasie wiedzieliśmy niewiele (ups!). Tym razem, w ferworze przygotowań do ślubu, kwestia organizacji zwiedzania zeszła na dalszy plan.
To nic, że nie organizowaliśmy hucznego wesela. Sam zakup sukienki, dobór koloru torebki do pantofelków, wybór obiadowego menu, organizacja transportu dla Michała Rodziny z Wrocławia do Brzegu Dolnego, to było dla nas nie lada wyzwanie. No cóż, nigdy wcześniej tego nie robiliśmy 🙂 A podróż miała być po prostu spontanem. I, jak się tego dnia miało okazać – zdecydowanie była.

Przed wyjazdem z hotelu doczytaliśmy o samym miejscu startu – dobry początek… wiedzieliśmy, gdzie się wchodzi. Doczytaliśmy również, że Samaria jest najdłuższym suchym wąwozem w Europie. Mieliśmy też świadomość, że samochód zostawiamy na górze, potem dreptamy 16 km w dół do wioski Agia Roumeli, skąd łapiemy statek gdzieś tam. Z owego „gdzieś tam” kolejno autobus dowiezie nas do miejsca startu naszego trekkingu. Prosty plan, nieprawdaż? O szczegóły mieliśmy dopytać na miejscu.
Wyposażeni w tak niebywałą wręcz wiedzę – powędrowaliśmy w dół.

Razem z biletem dostaliśmy śliczne mapki. Jeszcze bardziej podekscytowani – wędrowaliśmy dziarsko przed siebie.
Ważne: bilety sprawdzane są na wejściu i na wyjściu – ma to na celu upewnienie się, że w wąwozie na noc nie został żaden zbłąkany turysta.

Na drodze znajdują się tablice informacyjne, które pokazują schemat trasy (w metrach oraz szacowanych minutach).

Pierwszy odcinek trasy jest najbardziej stromy. To drewniano – kamienne schody z poręczami.

Schodzić należy ostrożnie, ponieważ momentami bywa naprawdę ślisko. Ważne jest również obuwie. Oczywiście – zwykłe adidasy wystarczą, nie sugerowałabym jednak trekkingu w japonkach czy klapkach 🙂

Piękne widoki zachwycają. Do tego zapach lasu i żywicy pieści nasze zmysły. Szliśmy powolutku, zachwycając się każdym drzewem, górą….

… i kamieniem.

Im dalej w dół, tym trasa robi się mniej stroma. Dochodzimy do wioski Samaria. Sam wąwóz był zamieszkiwany przez ludzi od czasów prehistorycznych. Wioska prawdopodobnie jest najstarszym miejscem, gdzie budowano osady. Przez wieki wąwóz był schronieniem dla rebeliantów, a podczas II wojny światowej skrywali się tam żołnierze.

Do wioski prowadzi drewniany mostek..

Wąwóz stał się parkiem narodowym w roku 1962. Wtedy też zniknęli ostatni osadnicy. Jedynie parkowi strażnicy mogą przebywać w Samarii podczas godzin nocnych.

Im dalej, tym trasa staje się coraz ciekawsza. Idziemy wąskim korytem. Otaczają nas wysokie, momentami sięgające nawet 500 metrów skały.

    

Ponoć w wąwozie można spotkać specyficzny, występujący tylko w tych okolicach, gatunek kozy kri – kri.

Jest naprawdę pięknie. Majestatyczne skały budzą respekt, a jednocześnie ogromny podziw dla potęgi natury.

To moment, kiedy człowiek zaczyna się czuć taki maleńki i bezbronny. Zadzieramy głowę wysoko do góry, by dojrzeć skrawek błękitnego nieba.

     

Dochodzimy do specyficznego miejsca, jakim są tzw. Żelazne Wrota. Ścieżka tutaj zwęża się, a przesmyk między skałami wynosi nieco ponad 3 metry. Żelazne Wrota ocaliły życie 4000 kobiet i dzieci, którzy ukrywali się w wąwozie podczas powstania Kreteńczyków przeciwko Turkom w 1770 roku.

To przez ten przesmyk Turcy nie zdołali się przedrzeć podczas powstania.

Dalej trasa ponownie się rozszerza, a oczom naszym ukazują się pierwsze zabudowania.

Stąd można złapać busika, który dowiezie Was do wioski. Zostało już niecałe 3 km, więc my osobiście decydujemy się iść dalej pieszo.

Droga jest już lekka i przyjemna. Dochodzimy do wioski Agia Roumeli. O czym marzymy? Oczywiście o zimnym piwie. Zauważamy przyjemną knajpkę i tam decydujemy się przysiąść na złocisty trunek.
– Zostajecie w Agia Roumeli na noc? – Zagadnął nas właściciel knajpki serwując zimne piwo.
– Nie, dlaczego? – Była dopiero 17:30.
– Bo właśnie odpływa Wam ostatni statek!
Zerwaliśmy się jak oparzeni prosząc jednocześnie barmana, by przelał piwo do jednorazowego kubka – tak przecież o zimnym piwku marzyliśmy!
– Weźcie z kuflem! – odkrzyknął barman i wybiegł razem z nami machając rękami na odpływający właśnie statek.
Ku naszemu zdziwieniu… statek zatrzymał się, cofnął i… opuścił nam rampę! Biegnąc na złamanie karku, trzymając w wyciągniętej przed siebie ręce kufel wypełniony niemalże po brzegi piwem, nie uroniliśmy ani kropli złocistego trunku! Musieliśmy wyglądać naprawdę komicznie, ponieważ na statek wbiegliśmy przy owacjach i salwach śmiechu pozostałych pasażerów 🙂

Już spokojni, dziękując fantastycznej obsłudze statku – zasiedliśmy, by spożyć ów ocalony napój bogów. Widoki podczas trasy były niesamowite.

  

Tak dotarliśmy do wioski Sougia (jak się okazało, tak właśnie się nazywała). Stamtąd już bez przygód złapaliśmy autobus do Xyloskalo, gdzie czekało na nas nasze autko.

Oczywiście, teraz już się śmiejemy na wspomnienie tej przygody. W sumie, gdybyśmy do Agia Roumeli dotarli 5 minut później, już byśmy na statek nie zdążyli. Spokojnie jednak, w takiej sytuacji nie grozi nikomu nocleg pod chmurką. W Agia Roumeli są hoteliki, gdzie można się spokojnie zdrzemnąć. Tylko wiadomo – jak już ma się nocleg opłacony gdzie indziej, zdecydowanie lepiej zaoszczędzić tę kwotę na kolejne podróże albo wydać na dobry obiad czy whisky 🙂

Booking.com

Dlatego warto przed udaniem się na trekking do Samarii sprawdzić rozkład promów oraz autobusów (choć ostatni autobus ponoć czeka na ostatni prom). Przydatne linki poniżej:
Promy z Agia Roumeli >> Rozkład promów
Autobusy z Sougia >> Rozkład jazdy

Jeszcze na koniec garstka przydatnych informacji:
– trasa przez wąwóz zajmuje 5-6 godzin,
– podczas trasy w wąwozie nie spotkamy żadnego sklepiku, głodomory powinny zatem zabrać ze sobą prowiant,
– po drodze spotykamy źródełka z wodą, która nadaje się do picia,
– warto zabrać ze sobą nakrycie głowy, ponieważ słońce daje się we znaki,
– można tę trasę pokonać w odwrotną stronę, ale po co iść pod górę, skoro można w dół 🙂
– kozy kri-kri czasami chcą się przyjaźnić i nie gryzą 🙂
No to… szerokiej drogi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kontakt

Zapraszam do kontaktu ze mną poprzez adres e-mail:agnieszka.haremza@wycieczkomania.pllub skorzystanie z poniższego formularza kontaktowego: Dziękuję!

Zamknij