... ... Coron, skutery, island hopping i Pass Island – Podróżować to żyć
9 września, 2026

Podróżować to żyć

Mój blog o podróżowaniu.

El Nido, Filipiny

El Nido, Filipiny

Coron, skutery, island hopping i Pass Island

Z El Nido ruszyliśmy w stronę Coron. Ahoj przygodo!

Jak dostać się z El Nido do Coron:

  1. Szybki prom. Koszt 1760 peso za osobę (około 135 PLN). Do ceny biletu dochodzi 20 peso opłaty „terminalowej”. Bilety najlepiej kupować w biurze turystycznym na miejscu z kilkudniowym wyprzedzeniem (aby na pewno były miejsca – to dość popularna turystycznie trasa). Jeśli obawiacie się o dostępność miejsc, można rezerwacji dokonać online: https://12go.asia
    Trasę obsługuje dwóch operatorów: Montenegro i Phimal.
  2. Powolny prom. Transport odbywa się tradycyjnymi, drewnianymi łodziami nazywanymi bangka i, w zależności od warunków atmosferycznych, może trwać od 5 do nawet 9 godzin. Koszt to 1400 peso (około 108 PLN) plus 20 peso opłaty terminalowej. W cenę wliczony jest posiłek. Rezerwacji można dokonać w biurach na miejscu.
  3. Samolot. To zdecydowanie najszybsza, ale też najdroższa opcja. Loty pomiędzy El Nido a Coron obsługiwane są przez lokalne linie lotnicze AirSwift, a koszt takiej podróży oscyluje na chwilę obecną pomiędzy 3400-4200 peso (260-310 PLN). Aktualne ceny można sprawdzić bezpośrednio na stronie operatora: https://air-swift.com. Czas podróży to około 40 minut.

My zdecydowaliśmy się na opcję numer 1, czyli tzw. „fast ferry”, aby nie tracić czasu na łodzi. Samolot zdecydowanie wykraczał poza nasze możliwości finansowe. Szybki prom miał płynąć około 4 godzin… płynął prawie 5. Ten wynik i tak był zadowalający w porównaniu do normalnego promu, który tę trasę pokonuje ponoć nawet w 9 godzin.
Warunki znośne, można było nawet wyjść na zewnątrz.

Samo Coron spodobało mi się chyba bardziej niż El Nido. Wg mnie Coron wydawało się być takie bardziej „filipińskie”, swojskie, a nie zrobione tylko i wyłącznie pod turystów.

Nasz pobyt w Coron miał trwać pełne 3 dni, nie licząc dnia podróży z El Nido. Dzień po przybyciu spędziliśmy na miejscu, podziwiając zachód słońca znad zatoki.

Pozostałe dni podzieliliśmy następująco:

Dzień 1: na skuterkach

Dzień 2: Island hopping: Coron Utimate Tour

Dzień 3: Rejs na Pass Island, snorkeling na rafie oraz… konsumpcja baluta.

Wszystkie 3 punkty opisałam po kolei, najpierw jednak wspomnę o naszym zakwaterowaniu.

Zakwaterowanie:

Spaliśmy w Fat Monkey Hostel

Koszt: 540 peso (około 42 PLN) za osobę za dobę, ze śniadaniem. Drewniane domki usytuowane w uroczym ogrodzie z hamakami. Idealne miejsce dla tych, którzy chcą wypocząć z dala od codziennego zgiełku i… telefonów! Dokładnie tak – miejsce bez zasięgu telefonicznego, więc nie dla każdego 🙂

DZIEŃ 1 spędziliśmy na SKUTERKACH.

Koszt wynajęcia skuterka na jeden dzień do 500 peso (około 38 PLN). Sama podróż mega fajna, polecam zdecydowanie każdemu, kto chce się wyrwać lądem poza miasto i zobaczyć coś innego niż tylko popularne island hopping. Postanowiliśmy zobaczyć jak najwięcej z mapki poniżej:

Busuanga Island - mapa

Podczas naszej podróży odwiedziliśmy Kingfisher Park – idealne miejsce, by się wyciszyć i poobcować z naturą:

… zjechaliśmy drogą do ślicznego kościółka na wzgórzu, z którego rozciągał się niesamowity widok na okolicę (od tej soczystej zieleni aż zwariowały – pozytywnie – moje oczy) oraz odwiedziliśmy niewielką, rodzinną stadninę koni.

Kolejno skręciliśmy do wodospadu Concepcion, gdzie miałam niesamowitą przyjemność popływać z bardzo uśmiechniętymi i przyjaznymi Filipinkami.

Rozmowa z jedną z nich:

Ona: Skąd jesteś?

Ja: Z Polski.

Ona: Myśli…

Ja: To w Europie.

Ona: To bardzo daleko. Dlaczego tu przyjechałaś?

Ja: Bo słyszałam, że jest pięknie. I tak naprawdę jest.

Ona: Tak, my tu żyjemy w zgodzie z naturą, biegamy po lesie, robimy pranie w rzece i kąpiemy się w wodospadzie. I jest pięknie, i jesteśmy tutaj szczęśliwi.

Jaki z tego morał? Czy my gonimy za bardzo za dobrami materialnymi? Czy nie powinniśmy cofnąć się o kilkadziesiąt lat, kochać i pielęgnować to, co dała nam Matka Natura? To oczywiście jest wątek na inny wpis, ale ta króciutka rozmowa z dziewczynką dała mi do myślenia…

Nieco zamyśleni jechaliśmy dalej. Mijaliśmy pola ryżowe, zostaliśmy zaproszeni przez filipińską rodzinę do ich domku, skąd rozciągał się niesamowity widok na skąpane w morzu, bezludne wysepki. Nie, nie chcieli od nas kompletnie nic, poza uśmiechem!

Jechaliśmy lepszymi drogami… nieco gorszymi… oraz tymi całkiem byle jakimi.