... ... Rejs: Ateny – Rodos – Kusadasi – Santorini – Podróżować to żyć
9 września, 2026

Podróżować to żyć

Mój blog o podróżowaniu.

Rejs: Ateny – Rodos – Kusadasi – Santorini

Wiele razy widzieliśmy go będąc w Valletcie. Ogromny wycieczkowiec zdecydowanie zdominował krajobraz Wielkiego Portu. Postanowiliśmy wybrać się na taki rejs.

Statek P&O Cruises

Nie musimy chyba dodawać, że statek był ogromny. Operator to P&O Cruises, a statek nazywał się Azura. Mógł pomieścić około 3500 pasażerów. Na pierwszy rzut oka – moloch. Zastanawialiśmy się, czy na pokładzie będziemy przepychać się łokciami w korytarzu i ustawiać w kolejce do posiłku…

Do wyboru jest kilka rodzajów kajut, a ceny za najtańszą z nich oscylowały w granicach 700 Euro/ osoba (mowa o tygodniowym rejsie). Najtańsza to ta wewnętrzna, bez okna. My tym razem zdecydowaliśmy się na droższą, z balkonem, kierowani myślą o Hani drzemkach – zawsze to przyjemniej posiedzieć w tym czasie na balkonie, a nie w pieczarze bez okien. Później opowiemy Wam, czy warto.

Cena obejmuje nie tylko kajutę, ale również atrakcje na statku (siłownia, kino, basen itp.) oraz wyżywienie w formie bufetu, wliczając w to napoje (kawa, herbata, woda, sok do śniadania). Drinki dodatkowo płatne. Żadne dodatkowe opłaty (typu: serwis/ napiwki) nie zostały nam doliczone.

Pokój był naprawdę przyjemny – dwa łóżka, które zsunęliśmy razem, dały nam ogromną przestrzeń do spania. So tego biurko, mały stolik, mały telewizorek, łazienka z toaletą i prysznicem. Pierwsze wrażenie było naprawdę fajne!

Na górnym pokładzie były baseny z jacuzzi (w cenie), leżaki (w cenie), bary z przekąskami oraz napojami (dodatkowo płatne). Na niższych pokładach było kilka restauracji do wyboru – w tym bufet, z którego posiłki były w cenie biletu. Oprócz tego były sklepy z kosmetykami, ubraniami, książkami i różnymi pierdołami, sala kinowa, plac zabaw dla dzieci, a nawet boisko do koszykówki. Była też strefa spa (dodatkowo płatna), kosmetyczka, fryzjer (dodatkowo płatne), siłownia (w cenie). Nie wiemy, co tam jeszcze było, ponieważ nie starczyło nam czasu, by wszędzie wetknąć nos, a poza tym z 10-miesięczną wówczas Hanią i tak ciężko by było skorzystać z wielu atrakcji (np. takie bardziej ekskluzywne restauracje, gdzie wymagany był nawet odpowiedni strój, czy wieczorne potańcówki). Była oferowana na statku opieka nad dzieckiem (w cenie), gdyby rodzice chcieli chwilę odetchnąć czy właśnie wybrać się na taką ekskluzywną kolację lub tańce, ale nie skorzystaliśmy – jak jeździmy razem, to razem.

Bufet w cenie. Pewnie interesuje Was rodzaj posiłków oferowanych w cenie biletu. Cóż… nam naprawdę smakowało. Bar był czynny od samego rana do północy. Dania były zmieniane kilka razy dziennie. Była oferta śniadaniowa, potem taka do herbatki, obiadowa, podwieczorna, wieczorna, a nawet nocna! Za każdym razem szwedzki stół z dużym wyborem dań. Były dania na ciepło i na zimno. Nie brakowało warzyw i owoców. No i słodyczy też nie, zwłaszcza do tej herbatki i w ofercie nocnej… tak więc poziom cukru u mnie skoczył niebotycznie 🙂 Było naprawdę smacznie i nie trzeba było stać w kolejkach. Tak to było zorganizowane, tyle było miejsca, że zawsze udawało się nam znaleźć wolny stolik. Dodatkowo płatne były napoje alkoholowe.

Jeden raz wybraliśmy się do dodatkowo płatnej restauracji. Nie była to restauracja wymagająca specjalnego ubioru i była przyjazna dzieciom. Najdroższe danie, czyli stek podawany na gorącym kamieniu, kosztowało 8,5 Euro! Ja mało stekowa jestem, ale Michał nie mógł odmówić sobie tej przyjemności i – jak twierdzi – był to jeden z lepsz