Pierwsza nasza stricte turystyczna podróż z 4-miesięczną wtedy Hanią na długo pozostanie w naszej pamięci. To była ta, gdzie tak naprawdę pierwsze koty poszły za płoty, a my zrozumieliśmy, czym jest podróżowanie z niemowlakiem. Zrozumieliśmy, że nie jest ważne to, ile zobaczymy. Nie odhaczaliśmy kolejnych punktów, a czerpaliśmy niesamowitą przyjemność ze wspólnego bycia razem, przeżywania i podziwiania nowych miejsc tak długo, jak chciała Hania i wtedy, kiedy Hania nam to umożliwiała. I uważam, że taka, zupełnie inna jakość (a nie ilość) zwiedzania pozwoliła nam podczas tej podróży zobaczyć naprawdę dużo. I podróż ta dała nam niesamowitego kopa i energię na kolejne podróże. Tak, podróżowanie z dzieckiem jest cudowne, chcemy więcej i więcej.
Oczywiście, były płacze, były kupki w nieodpowiednim momencie, bywało też ciężko. Ale… czy w domu tego nie ma? Również jest! Dlaczego więc nie doświadczać tego w cudownych okolicznościach, razem?
Wyruszyliśmy bez specjalnego planu – wiedzieliśmy jedynie, że pobyt podzielimy na Marsylię i Saint-Tropez. Nie mieliśmy jednak pojęcia, ile uda nam się zobaczyć, jak będzie się zwiedzało z niemowlakiem. I co? Zobaczyliśmy więcej niż zakładaliśmy!
Zacznijmy od samej Marsylii. Marsylia to słynna brama na Riwierę Francuską. My postawiliśmy na zwiedzanie miasta pieszo, z wózkiem. Marsylia jest nieco pagórkowata i szczególnie odczuł to w kościach Michał pchający wózek. Ja, jako dyżurny fotograf, latałam jak zwykle z aparatem. Na zwiedzanie Marsylii mieliśmy w sumie niecałe 3 dni.
Marsylia – gdzie spać?
Podróżując we dwójkę, zazwyczaj przywiązywaliśmy mniejszą wagę do lokalizacji hotelu. Patrzyliśmy, by było jak najtaniej, no i żeby obiekt miał pozytywne opinie w kwestii czystości. Wybierając się z niemowlakiem w wózku mieliśmy większe wyzwanie. Chcieliśmy, by obiekt był w miarę budżetowy, czysty i do tego jak najbliżej centrum – na wypadek, gdyby Hania zrobiła się wyjątkowo marudna i trzeba by było w międzyczasie udać się na drzemkę. I, powiem Wam, że znaleźliśmy obiekt, który powyższe wymagania spełnił. Nie było luksusów, ale było czysto, blisko centrum, była prywatna łazienka i nawet malutka kuchnia. A to akurat ogromny plus, ponieważ po jednej próbie zjedzenia w restauracji z Hanią, która nie miała w planie leżeć grzecznie ani w wózku, ani na kolanach, postawiliśmy jednak na samodzielne przyrządzanie posiłków.
A, wracając do obiektu, mowa o Résidence Meublée Services.



Podczas niecałych trzech dni w Marsylii udało nam się zobaczyć:
Bazylika Notre Dame de la Garde
Kościół ten jest jednym z najsłynniejszych zabytków Marsylii, położonym na szczycie wzgórza z widokiem na miasto i morze. Można tam dotrzeć autobusem, choć my wybraliśmy opcję pieszo. Może był to błąd, który dał w kość szczególnie Michałowi – podejście jest dość strome, a na końcu czekają na wędrowców jeszcze schody. Michał pokonał schody z wózkiem pod pachą. Autobusy odjeżdżają co około dwadzieścia minut ze Starego Portu. Zwiedzanie jest bezpłatne, a mozaikowe wnętrza, podobnie jak piękne widoki na miasto, robią niesamowite wrażenie.
Wzgórze La Garde (154 m) od zawsze było punktem obserwacyjnym. Dzięki szczytowi zakończonemu na wysokości 154 m n.p.m. można podziwiać 360-stopniowy widok na miasto, wyspy i morze.



Od XIII wieku znajdowało się na wzgórzu sanktuarium poświęcone Maryi, nazywanej przez mieszkańców miasta „dobrą matką”. Mieszkańcy modlili się tam w intencji szczęśliwych powrotów marynarzy marsylskich do domów. W XVI wieku wybudowano w tym miejscu fort, który wraz z zamkiem d’If (znajdującym się na pobliskiej wysepce) miał za zadanie bronić dostępu do miasta od strony morza. Kolejno budowano i przebudowywano tu wiele kaplic. W połowie XIX wieku sanktuarium okazało się za małe dla licznych pielgrzymów, którzy je odwiedzali. Położono wówczas kamień węgielny pod budowę dużej bazyliki Notre-Dame de la Garde. Zatem wzgórze La Garde ma potrójne powołanie: punkt widokowy, obiekt wojskowy, miejsce kultu i pielgrzymek.
Na terenie obiektu znajduje się kościół, krypty oraz muzeum Bazyliki oraz miasta Marsylia. Pielgrzymki przyjeżdżają z całej Prowansji, aby zapalić świecę i poprosić o przysługę lub po prostu naładować baterie, zbliżając się nieco do nieba.
Vieux Port (Stary Port)
Vieux Port (Stary Port) to prawdopodobnie najważniejsza część Marsylii, dokąd wszyscy podróżnicy udają się, aby robić zdjęcia, jeść świeże ryby i oglądać łodzie. Jest częścią starego miasta i doskonałą bazą wypadową, z której można dotrzeć do wszystkich głównych atrakcji miasta. Spacer promenadą jest przyjemny sam w sobie i nie mogliśmy się o niego nie pokusić.
Port jest dość duży, prostokątny i po każdej jego stronie znajduje się szeroka promenada. Zacumowane u wybrzeża łodzie wyglądają naprawdę przepięknie. Na promenadzie znajdują się ławeczki, gdzie można przysiąść na chwilę, uliczni sprzedawcy przekąsek kuszą zapachami, a grajkowie nawet całkiem przyzwoicie umilają spacer muzyką. Ciekawa jest konstrukcja z dachem z luster, gdzie można zobaczyć się „od góry”.



Muzeum Mydła
Spacerując po Starym Porcie warto zajrzeć do Muzeum Mydła. Czy wiecie, że początki produkcji mydła marsylskiego sięgają XVI wieku? To właśnie tutaj znajdował się wtedy jeden z ważniejszych portów, a mydło z Marsylii było eksportowane w całym basenie Morza Śródziemnego. My oczywiście, nie omieszkaliśmy takiego pięknie pachnącego mydełka kupić na pamiątkę.


Fort Św. Jana
Położony na obrzeżach Starego Portu Fort Saint-Jean jest jednym z charakterystycznych symboli Marsylii i stanowi część MuCEM (Muzeum Cywilizacji Europy i Morza Śródziemnego). Historycznie obszar ten służył w XII wieku jako jednostka administracyjna szpitalników św. Jana Jerozolimskiego (Zakonu Mlatańskiego/ Zakonu Św. Jana). Fortyfikacje zostały wzniesione w XVII wieku. Od tego czasu fort był świadkiem niezliczonych wydarzeń historycznych, stanowiących dziś dziedzictwo Marsylii.


Obecnie mury obronne Fortu Św. Jana podzielone są na dwa poziomy (dolny i górny). Zwiedzanie fortu jest bezpłatne i zdecydowanie polecamy – można uszczknąć nieco historii i zawiesić oko na ładnych widokach na zatokę oraz miasto od drugiej strony. Fort połączony jest kładką z nowoczesnym budynkiem MuCEM (Muzeum Cywilizacji Europy i Morza Śródziemnego), co stanowy bardzo ciekawy kontrast architektury współczesnej z obiektem historycznym.
MuCEM
Nowszą atrakcją jest Muzeum Cywilizacji Europy i Morza Śródziemnego (Musée des Civilisations de l’Europe et de la Méditerranée), znane również jako MuCEM. Oprócz wystaw dostępne są także minifilmy, które pomagają zwiedzającym lepiej zrozumieć kulturę śródziemnomorską oraz poznać cywilizacje, ich historię i rozwój. My nie wchodziliśmy do środka, lecz nie omieszkaliśmy zapuścić się w tę okolicę, by zauważyć wspomniany kontrast nowoczesnego budynku MuCEM ze starym fortem.


Cathédrale de la Major’s
W bezpośrednim sąsiedztwie MuCEM znajduje się niezwykle ciekawa katedra. Jej imponująca konstrukcja, złożona z kilku kopułowych wież, z których najwyższa osiąga wysokość 16 m (52 stóp), oraz zastosowanie zielonego i białego wapienia, sprawia imponujące wrażenie i prezentuje się niezwykle malowniczo na zdjęciach.


Pałac Longchamp (Wodociągi)
Palais Longchamp został zbudowany w celu zaopatrzenia miasta w wodę – stąd nazwa „Wodociągi”. Wraz z przylegającym parkiem stanowi miejsce nie tylko ciekawe, ale też po prostu ładne.
W 1835 roku miasto Fokaean, jak nazywana jest czasami Marsylia (port w Marsylii został założony około roku 600 p.n.e. przez greckich żeglarzy z miasta Fokaea, a więc Fokaejczyków) nawiedziła epidemia cholery, również z powodu braku wody. To właśnie po tej tragedii ówczesny inżynier mostów i dróg zrealizował projekt pochodzący z… XVI wieku. Projekt wiązał się z wykopaniem 85-kilometrowego kanału, który miał doprowadzać wodę do Marsylii.


Po 10 latach prac powstało 18 akweduktów do transportu wody pitnej. Doprowadzenie wody na płaskowyż Lonchamp miało miejsce w latach 1682–1869. Powstał tym samym monumentalny zespół architektoniczny, który możemy podziwiać do dziś. Po inauguracji budynku wybrano kilku rzeźbiarzy, którzy udekorowali Palais Longchamp swoimi dziełami. Przy wejściu można podziwiać lwy i tygrysy, a pośrodku stoi wspaniała fontanna symbolizująca doprowadzenie wody do miasta.
Budynek Corbussier’a
Kontrowersyjna jednostka mieszkaniowa, która miała być miejscem idealnym i zapewnić mieszkańcom wszystko, czego potrzebują. A przynajmniej taka była wizja projektanta.
Charles-Édouard Jeanneret – lepiej znany pod pseudonimem Le Corbusier – malarz, projektant, architekt, teoretyk i urbanista, był jedną z najbardziej interdyscyplinarnych i kontrowersyjnych postaci XX wieku. Planował, budował na wszystkich kontynentach oprócz Australii i Antarktydy. Uważany jest za pioniera nowoczesnej architektury, wizjonerskiego projektanta miejskich utopii dla mas.
„Wolę rysować niż mówić. Rysowanie jest szybsze i pozostawia mniej miejsca na kłamstwa.” – twierdził Le Corbusier
Le Corbusier pragnął w powojennej Francji lat 50. stworzyć właśnie taką utopię. Przyjął publiczne zamówienie od władz: stworzenie Unité d’Habitation, czyli tzw. jednostki mieszkaniowej dla osób, które utraciły mieszkania w wyniku wojny. Projekt miał na celu stworzenie tanich, funkcjonalnych budynków, w pobliżu wszystkich niezbędnych usług i możliwych do powielenia na dużą skalę. 18-piętrowy blok mieszkalny ucieleśniał wizję stworzenia obiektu samowystarczalnego i pomieścił 1800 mieszkańców w 337 dwupoziomowych mieszkaniach. Patrząc na blok z zewnątrz ma się wrażenie, że mieszkania to kolorowe klocki wciśnięte w betonową ramę.



Budynek, znany też jako La Cité Radieuse („promienne miasto”), zaprojektowany był jako wymyślone miasto w bryle i obejmował również wspólne obiekty: pocztę, centrum handlowe, bibliotekę i restaurację, hotel dla gości, świetlice, przychodnię na najwyższym piętrze oraz bieżnię i salę gimnastyczną na dachu; natomiast kąpielisko i szkoła miały się znajdować na terenie otaczającym budynek. Projekt ukończono w 1952 roku, a następnie rozpoczęto budowę dwóch kolejnych jednostek w innych lokalizacjach w Europie.
Unité d’Habitation no 1 od początku budził kontrowersje. Zastanawiano się, jak mieszkańcy, prowadzący raczej śródziemnomorski styl życia, spotykający się na świeżym powietrzu, mogliby kiedykolwiek szczęśliwie pomieścić się w tym wielkim prostokącie na obrzeżach miasta? Czy ów budynek spełni swoje zakładane funkcje społeczne, a – jeśli tak – to czy takiej właśnie pionowej, skoncentrowanej zabudowy potrzebuje Marsylia?
Przez wielu uwielbiane, dzieło Le Corbusiera było równie krytykowane przez innych, a architekt pozostaje dziś postacią kontrowersyjną. Niektórzy krytycy wręcz potępiają jego projekty mieszkań publicznych za izolowanie biednych społeczności na obrzeżach miasta, upatrując w jego urbanistycznej wizji modelu państwa faszystowskiego.
Ostatecznie projekt nie przyjął się tak, jak architekt zakładał. Okazało się, że miasta, jako „żywego organizmu” nie można zaprojektować według wzoru matematycznego. Budynek z ciemnymi korytarzami w pewnym momencie zaczął przypominać klatkę, w której próbowano zamknąć całą społeczność, nie pozostawiając w ściśle zaprojektowanym schemacie miejsca na spontaniczność i różnorodność. Czasy się zmieniają, budynek pozostał i obecnie przypomina hotel pracowniczy. Wygląda jak układanka z klocków pośród drzew.
Do budynku można wejść, jednak tylko wybrane piętra można odwiedzać bez przewodnika – te, gdzie znajduje się restauracja, księgarnia i kilka biur. Przyciemnione światło w korytarzach sprawia, że wydają się one ponure. Kolorowe drzwi, portiernia, winda… pierwsze wrażenie jest takie, jakbyśmy właśnie wchodzili do wspomnianego hotelu robotniczego. Wjeżdżamy windą na dach. Ponoć kiedyś znajdowała się tu sala gimnastyczna. Dziś można podziwiać jedynie beton i nietuzinkowy widok na miasto z góry (choć i tu trzeba zapuszczać żurawia pomiędzy betonowymi płytami).
Nie było nam dane odwiedzić żadnego pokoju – to można tylko z wycieczka zorganizowaną, a i to zapewne nie dałoby nam pełnego wglądu w to, jak obiekt wyglądał za czasów jego świetności, a raczej – jaka była jego wizja. Inna opcja to wykupienie noclegu w tym obiekcie. Nie jest on jednak tani – w terminie naszego pobytu cena oscylowała w granicach 190 Euro, więc podarowaliśmy sobie. Niemniej, gdyby ktoś miał ochotę przespać się w tym, jakby nie było, historycznym, wpisanym w 2016 roku na listę UNESCO, obiekcie, to jest taka możliwość: Corbusier
Spacer ulicami miasta
Co jeszcze robić w Marsylii, by poczuć jej klimat? Po prostu powłóczyć się ulicami miasta. Co rzuca się w tym mieście w oczy? Niezliczona ilość graffiti. Jest wszędzie. Na budynkach, na ławkach, na murach okalających klomby. Jest ładne grafitti i bliżej nieokreślone bazgroły. Jedni nazwą to wandalizmem, inni sztuką uliczną. Jak spojrzeć na to z bardziej otwartą głową, to nawet pasuje to do niektórych ulic tego miasta. Albo po prostu my przyjęliśmy Marsylię taką, jaką jest i nie próbowaliśmy nawet wyobrazić jej sobie innej.



Czy Marsylia nas urzekła? Na pewno ma swój urok. Czy tutaj wrócimy? Raczej nie. Zbyt wiele miejsc jest jeszcze do odwiedzenia. Czy polecamy? Zawsze. Każda podróż to nowe doświadczenie i do tej pory nie żałowaliśmy żadnej. Żegnamy Marsylię i ruszamy w kierunku Saint-Tropez.
Jeśli podoba Ci się moja twórczość, jeśli uważasz wskazówki za przydatne lub po prostu miło spędziłeś tu czas, postaw mi wirtualną kawę: https://www.buymeacoffee.com/wycieczkomania – to zawsze dodaje skrzydeł i robi się ciepło na serduchu. Dziękuję!
Podobne wpisy
Ggantija i Santa Verna – ukryte historie prehistorycznego Gozo
Odkrywając Sofię – co warto zobaczyć w stolicy Bułgarii?
Rejs: Ateny – Rodos – Kusadasi – Santorini