Z UK na Maltę – przystanek 1: Luksemburg (marzec 2017)

No to jedziemy!

Spakowani po dach naszego Prosiaczka wyruszyliśmy, aby zacząć nowy rozdział w nieco cieplejszym klimacie. Oczywiście jazda prosto od punktu „Anglia” do punktu „Malta” nie wchodziła w grę. Jako miłośniczka podziwiania, przeżywania, zachwycania się każdym nowym miejscem, a czasem także – krytykowania, wyznaczyłam kilka punktów na mapie, o które po prostu musieliśmy zahaczyć. Załadowane naszym dobytkiem auto nieco utrudniało pełne luzu spanie pod gołym niebem czy na poboczach, dlatego decydowaliśmy się na normalne hotele.

Wyjechaliśmy w nocy i bez oglądania się za siebie podążyliśmy w kierunku kanału. Pożegnała nas oczywiście deszczowa pogoda, jednak już we Francji niebo zaczęło się przejaśniać. I nie tylko dlatego, że właśnie wstawał nowy dzień. Świeciło słońce. Naprawdę wyglądało to tak, jakby wszystkie ciemne chmury, które mają za zadanie wisieć nad Europą, skumulowały się właśnie nad Wielką Brytanią!

Zatrzymaliśmy się na kawę i byłam pod wrażeniem, że naprawdę było ciepło i słonecznie!

Rozpierała nas energia. Jeszcze przed wyjazdem zastanawiałam się, jak to będzie po raz kolejny zamknąć drzwi od domu, w którym spędziło się sporo jednak czasu, zapakować cały dobytek w plastikowe kuwetki i pojechać w świat, pozostawiając swoją dotychczasową pracę, grupkę przyjaciół i wspomnienia. Nie odczuwałam żalu. Wręcz niezdrowe nawet podniecenie! Bo oto otwieraliśmy nowy rozdział, czekało na nas słońce, morze, inna mentalność mieszkańców, kolejne wyzwania. Ale przedtem czekała nas ta podróż, na którą tak długo czekałam.

Pierwszym punktem miał być Luksemburg.

Księstwo o powierzchni nieco ponad 2500 km², które większości kojarzy się z usługami sektora finansowego, powszechnym dobrobytem, wysokimi pensjami oraz drogimi mieszkaniami. Chcieliśmy to zobaczyć.

Tym razem nie mieliśmy planu. Nie mieliśmy żadnej listy zabytków ani miejsc typu: must see. Chcieliśmy po prostu wybrać się na spacer, zobaczyć mieszkańców po godzinach pracy, usiąść przy kawie czy piwie i obserwować. Byliśmy ciekawi, czy mieszkańcy też są zabiegani, zestresowani, a autobusy zatłoczone… czy pani w sklepie uśmiechnie się do nas czy z miną pokutnicy zacznie kasować pomidory…

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy był bardzo kolorowy autobus!

Luksemburg

Kolejno poszliśmy w kierunku ryneczku.

Luksemburg
Luksemburg

 

Samo miasto nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Ot, całkiem ładna i czysta starówka, ludzie na ławkach i przy kawiarnianych stolikach, od czasu do czasu przebiegający turysta z aparatem.

Luksemburg

To, co było przyjemne, to jakiś taki wyczuwalny spokój, brak tłoku na ulicach, ludzi przepychających się łokciami.

Luksemburg
Luksemburg

 

Bardzo przyjemnie było popatrzeć na mieniące się kolorami tęczy kwiaty oraz kwitnące drzewa.

Luksemburg
Luksemburg

 

W końcu doszliśmy do parku, który przypominał mi do złudzenia londyńskie oazy zieleni, gdzie spotykają się mieszkańcy pragnący spędzić ciepłe popołudnie w otoczeniu miejskiej zieleni. Młodzież pochylona nad książkami, dzieci grający w piłkę oraz dorośli z gazetą lub książką… Bardzo fajny widok świadczący o tym, że wiele osób wciąż potrafi spędzić czas poza murami swojego domu i z dala od telewizora… no, nie mogę powiedzieć że z dala od telefonu, ponieważ wszechobecne smatrfony zdają się być niemalże wrośnięte w ludzkie ręce 🙂

Luksemburg

Tak oto pozytywnie nastawieni do świata udaliśmy się w kierunku naszego hotelu Première Classe Thionville. Hotelik na terenie Francji, całkiem przyzwoity, ale … no właśnie, było zasadnicze „ale” – w pokoju nie otwierały się okna! Całkowicie pozbawione klamek nie dały się uchylić ani na milimetr! Powodowało to nieprzyjemny zaduch. Nie wiem, czym był podyktowany ten pomysł, może hotel przyciągał kiedyś samobójców (fakt, że budynek ma 10 pięter), jednakże według mnie odczuwalny był pewien dyskomfort.

W każdym bądź razie nie było innego wyjścia, jak wziąć prysznic i położyć się spać, ponieważ kolejnego dnia czekała nas trasa do Liechtensteinu.


Czytaj dalej:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Ta podróż trwała zbyt krótko…

Zajechaliśmy na Maltę. Piękną, słoneczną Maltę, która na jakiś czas stanie się naszym domem. Po drodze powłóczyliśmy się po Luksemburgu,

Zamknij