Z UK na Maltę – przystanek 2: Szwajcaria i Liechtenstein (marzec 2017)

Liechtenstein chciałam zobaczyć od dawna, jednak zawsze było mi nie po drodze. Małe księstwo usytuowane w Alpach wydawało mi się jakieś takie… bajkowe. Wyobrażałam sobie twierdze na wzgórzach, szczyty otoczone białym puchem chmur oraz wszechobecną zieleń. Wiedziałam, że podczas tej wprawy to niewielkie państwo nie może zostać pominięte.

Przez Szwajcarię mieliśmy tylko przejechać zatrzymując się od czasu do czasu na krótką sesję fotograficzną. Dlaczego tak? Otóż moja mama zawsze chciała zobaczyć szwajcarskie Alpy, do tej pory jednak nie mogła się zdecydować na lot samolotem. Postanowiłam zatem wykonać kilka pięknych ujęć, które miałyby zachęcić ją do przełamania strachu przed wejściem do metalowego ptaka. Dłuższy pobyt w Szwajcarii miał zatem zostać odsunięty do czasu rodzinnego urlopu, a my dziarsko ruszyliśmy w kierunku Liechtensteinu.

Na granicy ze Szwajcarią spotkała nas niespodzianka. Choć kraj ten nie należy do Unii, nie spodziewaliśmy się przejścia granicznego. Takowe jednak przed nami wyrosło. Grzecznie ustawiliśmy się w kolejce gotowi pokazać strażnikowi nasze skarpetki, kosmetyki, odkurzacz i inne dobra, które wieźliśmy ze sobą do nowego domu. Strażnik jednak nie chciał oglądać naszego dobytku, a jedynie sprzedać nam zieloną naklejkę na szybę uprawniającą nas do jeżdżenia po szwajcarskich drogach. Taka naklejka kosztuje „jedyne” 40 franków i na taki koszt powinien nastawić się każdy, kto planuje przemieszczać się po tym kraju. My nie doczytaliśmy, nie dopytaliśmy i dlatego byliśmy zaskoczeni. No, ale przynajmniej nie ma bramek na autostradach, więc koniec końców na to samo wychodzi 🙂

Mieliśmy się prawie nie zatrzymywać, tylko chwila na posiłek, szybkie poszukiwanie magnesu na lodówkę dla mamy, kilka fotek i w drogę!

Szwajcaria
Szwajcaria

 

Początkowo Szwajcaria nie wywarła na mnie większego wrażenia. Ot, miejscowości jak inne. Jednak kiedy w oddali zamajaczyły Alpy, już wiedziałam, że tej drogi nie pokonamy w planowanym czasie… Piękne, majestatyczne Alpy skradły moje serce.

Szwajcaria

Wtedy pocieszałam się myślą, że cały Liechtenstein położony jest w Alpach, a tam mieliśmy nocleg i czas przeznaczony na zwiedzanie.

Liechtenstein

Radowałam się, kiedy wjeżdżaliśmy coraz bardziej pod górę, aby ostatecznie dotrzeć do naszego hotelu. Było już ciemno, w dole majaczyły światła latarni oraz złote kropeczki w miejscu okien tamtejszych domostw. Mieszkańcy jeszcze nie spali, my też nie zamierzaliśmy.

Liechtenstein

Było koło 22:00, górskie powietrze było mroźne. Mimo, że był kwiecień, temperatura oscylowała w granicach 5 stopni. Powitała nas przemiła właścicielka pensjonatu Berggasthaus Sücka. Zakwaterowanie bardzo przyjemne, cały obiekt czyściutki, usytuowany niemalże na szczycie. No, ale cena nieco mniej przyjemna, bo aż 90 CHF za noc za pokój dwuosobowy (czyli około 345 zł!). I był to najtańszy obiekt z wolnymi miejscami w tym terminie w okolicy. Cóż mieliśmy więc zrobić? Wyskoczyliśmy z gotówki, a dla osłody zamówiliśmy sobie lokalne piwko w normalnej już cenie 🙂

Cieszyłam się jak dziecko na myśl o czekającym mnie rano widoku z okna. Już wyobrażałam sobie tę przepiękną panoramę na okolicę oraz promienie porannego słońca przedzierające się przez pasma Alp… Już widziałam siebie spoglądającą z tarasu w dół doliny, podziwiającą maleńkie jak klocki lego domki…

Obudził mnie półmrok. Zerknęłam na zegarek… powinno co najmniej świtać! Zaniepokojona podeszłam do okna i oczom mym zamiast wymarzonego widoku na Alpy ukazała się… biała ściana! Tak, to była mgła! Gęsta jak mleko, zasłaniająca wszystko oddalone ode mnie o 2 metry! Dosłownie się załamałam! Czar Liechtensteinu prysnął jak bańka mydlana. Podczas śniadania właścicielka pensjonatu poinformowała nas, że tutaj pogoda płata figle i mgła może ustąpić za godzinę, ale może też utrzymywać się cały dzień. Poczekaliśmy do 10:00 i ruszyliśmy w dół… Byłam tak rozczarowana, jak za czasów mojego dzieciństwa, kiedy zamiast czekoladki dostawałam landrynkę!

Liechtenstein

Powoli zjeżdżaliśmy na dół. Im niżej, tym mgła była mniejsza. Podziwialiśmy okoliczne domki, niewielkie lokalne sklepiki na zboczach, zachwycaliśmy się pięknem krajobrazu, który bardzo powoli wyłaniał się spod mglistej osłony.

Liechtenstein
Liechtenstein

 

Na dole nieco humor mi się poprawił, ponieważ było słonecznie i ciepło. Nie było widoku na spowite mgłą szczyty, ale urok Liechtensteinu zadziałał na mnie bardzo pozytywnie. Z uśmiechem na twarzy wyruszyliśmy w kierunku XVI – wiecznego Zamku w Vaduz, będącego do dziś siedzibą rodziny książęcej Liechtensteinów.

Liechtenstein
Liechtenstein

 

Położony na wzgórzu zamek zaskakuje swoją prostotą. Niewielkich rozmiarów (jak na zamek) budowla otoczona zielenią w niczym nie przypomina pełnych przepychu siedzib współczesnych głów państw. W otoczeniu zamku brak też pułku żołnierzy strzegącego bezpieczeństwa władz. Można bezkarnie podejść pod same mury, jednak wstęp na teren zamku jest zabroniony, o czym informuje wisząca nad bramą tabliczka. Z okolic zamku rozpościera się ładny widok na okolice Vaduz.

Liechtenstein

Zrobiliśmy kilka zdjęć i wyruszyliśmy na spacer po Vaduz. Obeszliśmy ryneczek, kupiliśmy kilka zbieraczy kurzu. Mgła na wzgórzach zaczęła się rozrzedzać, jednak my musieliśmy udać się w dalszą drogę.

Liechtenstein

Ruszyliśmy w kierunku Włoch. Słońce świeciło już na dobre, ozom moim ukazał się jakże wymarzony widok na Alpy. Ich pokryte śniegiem szczyty wyglądały dokładnie jak na pocztówkach.

Szwajcaria
Szwajcaria

 

Stawaliśmy co chwilę, by uwiecznić ten widok. Górskie powietrze przeszywało nozdrza, im dalej jechaliśmy, tym wydawało się być chłodniej. Nie wiem, czy był to wynik tego, że wjeżdżaliśmy coraz głębiej i wyżej w obszar tych pięknych gór, czy może dreszczy, które przeszywały moją skórę. Zapewne była to wypadkowa obydwu czynników.

Szwajcaria
Szwajcaria

 

Nie wiem dlaczego, ale te góry mają w sobie coś takiego, co sprawia, że na ciele pojawiają się ciarki. Stając przed ich obliczem gotowa byłam złożyć im pokłon niczym królowi, ukazując swoją maleńkość w stosunku do ich potęgi. Piękne, groźne… po prostu wyjątkowe. Mogłabym tak godzinami stać wpatrując się w ich masyw, kontemplując potęgę natury.

Szwajcaria
Szwajcaria

 

Trzeba było jednak jechać dalej, w kierunku Włoch. Wedy byłam już na 100% pewna, że do Szwajcarii jeszcze wrócę.

Szwajcaria

Zostań z nami:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Z UK na Maltę – przystanek 1: Luksemburg

Tym razem nie mieliśmy planu. Nie mieliśmy żadnej listy zabytków ani miejsc typu: must see. Chcieliśmy po prostu wybrać się

Zamknij