... ... Z Sant Feliu de Guíxols do Tossa de Mar – Podróżować to żyć
6 czerwca, 2026

Podróżować to żyć

Mój blog o podróżowaniu.

Z Sant Feliu de Guíxols do Tossa de Mar

Z Sant Feliu de Guíxols do Tossa de Mar

Z Sant Feliu de Guíxols do Tossa de Mar

Z naszego hotelu zlokalizowanego w Sant Feliu de Guíxols wybraliśmy się na przejażdżkę samochodem, tak po prostu – wzdłuż wybrzeża… Gdzieś tam kiedyś, mimochodem, wyczytałam, że warta uwagi jest miejscowość Tossa del Mar.

Naszym założeniem była wyprawa sama w sobie, a nie „odhaczenie punktów”, nie mieliśmy więc na celu konkretnych miejsc (poza wspomnianą Tossą), chcieliśmy po prostu dać zaskoczyć się trasie.

Ruszyliśmy przed siebie. Zakładaliśmy dojazd do Tossy w godzinach popołudniowych, aby – do zachodu słońca – zwiedzić stare miasto. Choć 22 km wydaje się w zasadzie niczym, to nie wiedzieliśmy, ile pięknych punktów widokowych, ile ścieżek nieodkrytych czeka nas po drodze…

Punktem pierwszym naszej wyprawy był jednak sklep – w hotelu śniadań nie mieliśmy. Mężczyzna jak głodny, to zły, zatem mój mąż posilić się musiał. Poczyniliśmy zakupy i postanowiliśmy je skonsumować przy okazji pierwszego, ładnego punktu widokowego. A taki przytrafił się już niebawem.

Posileni i zadowoleni (a zwłaszcza mój mąż), wyruszyliśmy dalej. Mijaliśmy urokliwe zatoczki, dziesiątki motocyklistów (trzeba przyznać, że trasa jest naprawdę urocza, kręta i malownicza), mnóstwo punktów widokowych – prawdziwe niebo na ziemi.

Trzeba przyznać, że ta zieleń, idealnie komponująca się z turkusową wodą, naprawdę robi wrażenie. To jest to, czego brakuje nam na Malcie. Choć zimą Malta potrafi się pięknie zielenić, to są to po prostu pola… brakuje lasów, brakuje zapachu szyszek, brakuje cienia drzew…. to chłonęliśmy pełną piersią zatrzymując się co chwilę.

Udało się nam dojechać do Tossa de Mar tak, jak zakładaliśmy – w godzinach popołudniowych. Cała trasa, jak wspominałam wcześniej, to nieco ponad 22 km, jednak z przystankami po drodze pokonanie jej zajęło nam kilka godzin. Żadnej straconej minuty, każdy postój wart był tego…

Ostatecznie jednak byliśmy w Tossie. Zaparkowaliśmy pojazd i ruszyliśmy przed siebie. Ładna plażyczka to był punkt, w kierunku którego szły tłumy ludzi. Nie to jednak było naszym celem podróży.

Plaża jak plaża, posiedzieliśmy chwilę… niestety nie zabraliśmy strojów kąpielowych, by zanurzyć się w turkusowej wodzie. Są jednak tego plusy –  brak strojów pozwolił zaoszczędzić kilkanaście minut, zatem dziarsko wyruszyliśmy w kierunku wieży.

Fortyfikacje obronne sięgają początków XII wieku, a średniowieczna starówka Vila Vella aż się prosi o spacer i pozostanie na jej terenie choć kilka godzin.

Naprawdę przyjemnie spaceruje się wąskimi, brukowanymi uliczkami podziwiając kamienne domy oraz arcydzieła wykonane przez lokalnych rzemieślników. Oczywiście, można również natknąć się na magnesy z Tossy „made in China” (to chyba wszędzie), jednak można również zakupić malowidła, obrazki, naszyjniki wykonane na miejscu.

Można też smacznie zjeść oraz wysłać pocztówkę do Rodziców, Babci czy Cioci.

My spędziliśmy tam kilka godzin relaksując się oraz chłonąc niespieszny tryb życia mieszkańców. Czy kiedykolwiek tam wrócimy? Pewnie nie… świat wzywa! Jednak każdemu stacjonującemu w okolicach Girony całym sercem polecamy wyprawę do tego zakątka Katalonii choć na chwilę.