Od Mediolanu po Sycylię cz.7: To była porażka! O tym, jak nie zwiedziliśmy Rzymu…

Zobacz wszystkie wpisy z serii: Od Mediolanu po Sycylię >>

Wstaliśmy bardzo wcześnie. W sumie na Rzym mieliśmy mieć przeznaczone 2 dni (co i tak wydawało się nam za mało), jednak na skutek niefortunnych wydarzeń (zajrzyjcie do poprzednich wpisów), jeden dzień straciliśmy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie zrealizujemy naszego planu i musieliśmy zdecydować, co zobaczyć w ciagu tak krótkiego czasu. Co wybrać, a z czego zrezygnować? Postawiliśmy na Koloseum oraz Watykan.

Koloseum

Nie mieliśmy wcześniej rezerwowanych biletów co Koloseum, dlatego postanowiliśmy udać się tam o poranku z nadzieją, że unikniemy długich kolejek. Nie było tak źle – mniej więcej po godzinie oczekiwania weszliśmy do środka.

Koloseum to jedna z najsłynniejszych budowli Rzymu i główny jego symbol. To niemalże 2000 lat historii zamknięte w ogromnym amfiteatrze.
Budowa Koloseum rozpoczęła się w 72 roku pod panowaniem cesarza Wespazjana, a zakończyła w 80 roku za panowania cesarza Tytusa. Po ukończeniu Koloseum stało się największym rzymskim amfiteatrem, mierzącym 188 metrów długości, 156 metrów szerokości i 57 metrów wysokości. Mieściło ponad 50 tysięcy widzów. Nazywane było wtedy Amfiteatrem Flawiuszów.

W czasach Cesarstwa Rzymskiego na arenie amfiteatru odbywały się walki gladiatorów, egzekucje więźniów, walki dzikich zwierząt. Istnieje teoria głosząca, jakoby na terenie Koloseum odbywały się również egzekucje chrześcijan (co upamiętniono krzyżem wewnątrz budowli), nie ma jednak na to dowodów.

Koloseum działało przez ponad 500 lat. Ostatnie zarejestrowane występy obchodzono w VI wieku. Od VI wieku Koloseum było ofiarą grabieży, trzęsień ziemi, a nawet bombardowań podczas drugiej wojny światowej. Przez dziesięciolecia służyło również jako magazyn, kościół, cmentarz, a nawet zamek szlachecki.
Obecnie Koloseum jest, obok Watykanu, największą atrakcją turystyczną Rzymu. Każdego roku odwiedza ją 6 milionów turystów. W dniu 7 lipca 2007 roku Koloseum stało się jednym z siedmiu cudów współczesnego świata.

Ciekawostki:

  • Pierwotna nazwa „Amfiteatr Flawiuszów” (na cześć dynastii, z której wywodził się cesarz Wespazjan) została zmieniona na Koloseum ze względu na wielki posąg Nerona („The Colossus of Nero”), który znajdował się przy wejściu do Domus Aurea. Domus Aurea, usytuowany nieopodal Koloseum właśnie, był wielkim pałacem zbudowanym na rozkaz Nerona po pożarze Rzymu.
  • Cesarz Tytus zainaugurował Koloseum 100 dniami igrzysk, podczas których ponad 2000 gladiatorów straciło życie.
  • Koloseum miało płócienny sufit, który chronił ludzi przed słońcem lub deszczem.
  • Istnieją teorie, że Koloseum było wypełniane wodą w celu odtworzenia bitew morskich. Niestety, na chwilę obecną to jedynie teorie, które nie zostały ostatecznie potwierdzone.
  • Do Koloseum prowadziło 80 wejść. Sposób, w jaki projektowano Koloseum, stanowi wzór dla współczesnych obiektów sportowych. Według szacunków, widzowie z niższych rzędów mogli opuścić gmach Koloseum w ciągu 5-6 minut, nie mieszając się przy tym z osobami o niższym statusie społecznym usytuowanymi w wyższych rzędach.
  • W każdy Wielki Piątek Papież prowadzi procesję Drogi Krzyżowej w Koloseum. Miejsce to zawsze było ściśle związane z kościołem i do dziś wspomina się o pierwszych chrześcijanach, którzy zginęli na arenie.

Niestety, po opuszczeniu Koloseum, nie zwiedziliśmy już Forum Romanum. W sumie… to początkowo planów było wiele, a stanęło na tym, że jedziemy do Watykanu.
– I tak nie zdążymy, więc trzeba będzie tu wrócić. – stwierdziliśmy zgodnie.

Gdybyśmy zostali w Rzymie dzień dłużej, za dużo stracilibyśmy na zarezerwowanych już dalej po trasie noclegach, poza tym musieliśmy dostać się na Sycylię w określonym czasie, skąd mieliśmy samolot na Maltę.

No dobra, ruszyliśmy zatem do Watykanu. Tylko jeszcze szybki rzut oka na imponujący Łuk Konstantyna Wielkiego… i w drogę!

Podczas tej trasy zrozumiałam znaczenie powiedzenia: „Ruch jak w Rzymie”. Utknęliśmy w tak niemiłosiernym korku, że przy pierwszej nadarzającej się okazji (czyli po znalezieniu kawałka miejsca, w które ledwo wcisnęliśmy samochód) zaparkowaliśmy auto i poszliśmy pieszo. Przemieszczaliśmy się w ten sposób dużo szybciej niż pojazdem.

Watykan

Watykan to siedziba najwyższych władz kościoła katolickiego. Do tego, Watykan jest od roku 1929 niepodległym państwem, którego głową jest papież. To najmniejsze państwo na świecie, a samo słowo „Watykan” to złożenie dwóch łacińskich słów:
– vaticinium, vaticinia, vaticinius, które oznacza proroczy, wróżebny, przepowiadający przyszłość oraz
– canto, co oznacza śpiewać, grać czy wieszczyć.
Można zatem stwierdzić, że „Watykan” oznacza: miejsce proroków, wróżbitów, przepowiadających przyszłość 🙂

W czasach antycznych w tym miejscu stał Cyrk Nerona. To jedno z miejsc, gdzie odbywały się rytualne mordy chrześcijan. Jednym z męczenników miał być apostoł Piotr. To, czy zwłoki Św. Piotra spoczęły dokładnie w tym miejscu, gdzie obecnie znajduje się Grób Św. Piotra – nie zostało udowodnione.

Watykan stał się siedzibą papieską w roku 1377.

Samą wizytę w Watykanie uważam za naszą sromotną porażkę. Dlaczego? Otóż nie zobaczyliśmy prawie nic. Pokręciliśmy się w kółko, otoczeni niemożliwym wręcz do wyobrażenia tłumem wiernych, pielgrzymów lub po prostu ciekawskich… i to tyle. Cóż, bywa i tak, a każdy musi odnieść w życiu taką porażkę, by kolejnym razem przygotować się lepiej do zwiedzania niektórych miejsc.

A co w ogóle warto zobaczyć w Watykanie? A może raczej, co planujemy zobaczyć, kiedy zawitamy tam ponownie?
– Plac Św. Piotra (to akurat zaliczyliśmy i w dzień, i w nocy… zresztą nie ma innej opcji, jeśli nasze stopy staną w Watykanie),
– wnętrze Bazyliki Św. Piotra wraz ze skarbcem plus wejście na kopułę,
– Groty Watykańskie,
– Ogrody Watykańskie,
– być może Muzea Watykańskie.
Nie będę się o tych miejscach rozpisywać, ponieważ w nich po prostu nie byliśmy. Jak już dotrzemy, stworzę kolejny wpis bazując na własnych obserwacjach i doświadczeniach.

Jak widzicie, zwiedzanie Rzymu oraz Watykanu okazało się naszą sromotną porażką. Po południu musieliśmy ruszać dalej, a kolejka chociażby do Bazyliki była tak ogromna, że musielibyśmy spędzić w niej kilka godzin. Cóż, są takie miejsca, do których po prostu trzeba wrócić. Trzeba wrócić z większym zapasem czasu. I wrócimy – już nie na objazdówkę, ale po prostu do samego Rzymu, by na spokojnie chłonąć piękno Wiecznego Miasta.

Tymczasem ruszamy dalej… kierunek: Sorrento!

Zobacz wszystkie wpisy z serii: Od Mediolanu po Sycylię >>

=====================

Znajdź nocleg w Rzymie:
Rezerwując nocleg przez mojego bloga pomagasz mi gromadzić fundusze na kolejną podróż (skromne śniadanie w drodze, wejściówkę do jakiegoś obiektu, tani nocleg). Ty zapłacisz tyle samo, a Booking da mi kilka groszy prowizji 🙂 Dziękuję!

Booking.com

2 myśli na “Od Mediolanu po Sycylię cz.7: To była porażka! O tym, jak nie zwiedziliśmy Rzymu…

  1. Jeśli odwiedzicie Muzea Watykańskie, koniecznie zajrzyjcie do Galerii Map (Galleria delle Carte Geografiche). A gdy tam będziecie, tuż po przejściu przez drzwi wejściowe spójrzcie w lewo, zobaczycie mapy Malty, Wielkiego Portu i Valletty. Za to gdy spojrzycie na sufit (też tuż przy wejściu) znajdziecie obrazy przedstawiające sceny z pobytu św. Pawła na Malcie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
To była porażka! O tym, jak nie zwiedziliśmy Rzymu…

Ten dzień mogę śmiało nazwać naszą podróżniczą porażką. Dlaczego nie zwiedziliśmy Rzymu oraz garść ciekawostek o Rzymie i Watykanie poleca

Zamknij