Sant Feliu de Guíxols

Sant Feliu de Guíxols – bardzo przyjemna mieścina nad morzem. To tutaj zdecydowaliśmy się spędzić pierwszy dzień. Słodkie lenistwo, o tak!

obrazek

Rankiem niespiesznie opuściliśmy hotel w poszukiwaniu przyjemnej kawiarenki, gdzie moglibyśmy podelektować się aromatem porannej kawy wypitej na świeżym powietrzu… Idąc wzdłuż uliczek natknęliśmy się na bazarek… a właściwie to ogromny bazar, gdzie można było nabyć wiele ciekawych rzeczy – od garnków i patelni, przez buty po ubrania (te dominowały). Ubrania tańsze i droższe, lepsze jakościowo i te wątpliwej jakości, markowe i te wątpliwej marki 🙂

obrazek

Nas zakupy interesowały średnio, więc ostatecznie udaliśmy się na wspomnianą kawę. Ładny budyneczek ze stolikami na zewnątrz i wewnątrz, okupowany przez leniwie spoglądającą w niebo starszyznę kusił, aby wejść do środka.

obrazek

Połechtawszy nasze kubki smakowe kawką udaliśmy się nad morze. Miła promenadka, piaszczysta plaża… No, woda była zimna (jak na wrzesień), więc ostatecznie z morskiej kapieli nie skorzystaliśmy. Posiedzieliśmy chwilę wspierając duchowo surfera zmagającego się z nieposłusznym żaglem, poobserwowaliśmy ludzi… Tego nam było trzeba – słodkie lenistwo.

obrazek

obrazek

No, ale ostatecznie – ile można siedzieć? Postanowiliśmy sprawdzić, co kryje się za wzgórzem, za zakrętem… Ruszyliśmy na przechadzkę.

obrazek

To był strzał w 10! Zdecydowanie polecam każdemu leniwy spacer wzdłuż wybrzeża. Śliczne widoki, zatoczki, kaktusy…

obrazek

obrazek

obrazek

Im dalej, tym bardziej ciekawie. Pokonywaliśmy dziesiątki schodków….

obrazek

… Spotykaliśmy na swojej drodze ludzi z plecaczkami… znudzone, wpatrujące się w nas mewy…

obrazek

… a nawet śmiałków spacerujących po linie przypiętej do skalnego zbocza.

obrazek

Im dalej od plaży, tym bardziej ciekawie się robiło. Zatoczki były naprawdę malownicze, fale rozbijały się z impetem o zbocza lub wystające z wody skalne szpikulce.

obrazek

obrazek

Cieszyliśmy oczy tym widokiem, wdychając zapach morza i lasu. Idąc tak spokojnie, bez pośpiechu, bez celu – doszliśmy niemalże do kolejnego miasteczka. Do samego miasta już nie szliśmy – wróciliśmy szosą do Sant Feliu de Guíxols w poszukiwaniu miejsca, gdzie można smacznie i niedrogo zjeść. Tak, tak, mąż głodny to mąż zły, a do tego dopuścić nie można 🙂

obrazek

Dla zainteresowanych – cała trasa wygląda tak jak na zdjęciu poniżej.

obrazek

W Sant Feliu de Guíxols sprawdziliśmy na Tripadvisor, gdzie warto tanio i pysznie się posilić. Decyzja padła na knajpkę o niezbyt zachęcająco brzmiącej nazwie: Cerveceria Hot-Dog. Na hot-doga chęci nie mieliśmy, ale opinie wskazywały na to, że można tam zasmakować kuchni regionalnej bez konieczności brania kredytu na posiłek. Prawda! Mogę z czystym sumieniem polecić. Nasza wizyta nie skończyła się na jednym razie. Dania mięsne w cenie od 8 do 12 EUR, do tego duży wybór przystawek, czyli tapas. No i… pyszna Sangria oraz Tissana!

obrazek

Pokochaliśmy wieczory w tym miejscu, a potem wieczorne spacery po opustoszałych uliczkach Sant Feliu de Guíxols…

obrazek

obrazek

Zdecydowanie polecamy to miejsce każdemu, kto ląduje w Gironie i ma zamiar zwiedzić również jej okolice.

A propos samej Girony… to był plan na kolejny dzień właśnie!

=================================

Szukasz przyjemnego lokum?

hotele

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Girona i okolice

To miał być krótki wyjazd bez konkretnego planu. Dawno nie byliśmy nigdzie, więc już nas korciło, wierciło, już niespokojny duch

Zamknij