... ... Polignano a Mare i Monopoli – urocze włoskie miasteczka zupełnie „po drodze” | Podróżować to żyć
10 czerwca, 2022

Podróżować to żyć

Mój blog o podróżowaniu.

Polignano a Mare i Monopoli – urocze włoskie miasteczka zupełnie „po drodze”

Z Bari wyruszyliśmy w kierunku Locorotondo. Tam mieliśmy zarezerwowany nocleg, a właściwie dwa, by od jutra spokojnie upajać się widokiem trulli. Nie chcieliśmy nigdzie pędzić, zatem cały dzień przeznaczyliśmy na przejechanie trasy Bari – Locorotondo (niecałe 70 km). Planowaliśmy zatrzymać się po drodze w napotkanych, nadmorskich miasteczkach, z których Apulia słynie. Ponoć nie można odmówić im uroku. Zamierzaliśmy to sprawdzić. Na cel obraliśmy Polignano a Mare oraz Monopoli.

Polignano a Mare słynie przede wszystkim z niezwykle uroczej zatoki otoczonej klifami, na szczycie których stoją biało – kremowe domy. Odnosi się wrażenie, że lada moment wpadną one wprost do turkusowej wody. Owa zatoka to Lama Monachile.

Polignano a Mare – co warto zobaczyć?

Wspomniana już Lama Monachile to punkt obowiązkowy. Do kamienistej zatoczki schodzi się ścieżką prowadzącą pod mostem Ponte Borbonico. Piękne widoki zaczynają się już tutaj. Warto przysiąść na chwilę i wsłuchać się w szum fal rozbijających się o skalne zbocza. W grudniu zatoka była niemalże pusta, ponoć latem spotkać tu można tłumy, które skutecznie uniemożliwiają wsłuchanie się w błogą ciszę przerywaną jedynie odgłosami natury.

Stare Miasto – tuż obok mostu znajduje się brama prowadząca wprost do Starego Miasta. A tam pozostaje nam już tylko się zgubić. Warto po prostu pospacerować krętymi uliczkami zastanawiając się, co kryje się w kolejnym zaułku. Trzymając się blisko morza napotkamy kilka punktów widokowych, z których widać wspomnianą wcześniej zatokę Lama Monachile. Jak już nasycimy oczy niesamowitym widokiem, warto wejść do środka, w kierunku głównego placu Piazza Vittorio Emanuelle.

To, co lubimy robić, to usiąść spokojnie w małej, lokalnej knajpce i obserwować toczące się życie. A tych we włoskich miasteczkach nie brakuje. Minusem jest to, że Włosi w tym regionie sjestę uznają za rzecz świętą. Na próżno było szukać jakiegokolwiek otwartego lokalu w godzinach 13:00-18:00! Być może w szczycie sezonu mieszkańcy nieco odbiegają od tej reguły, jednak w grudniu choćbyśmy konali z głodu i pragnienia, to żadne zapachy nie przywiodły nas do otwartej restauracji w Polignano a Mare. Powłóczyliśmy się zatem leniwie po Starym Mieście zachwycając bardzo zadbanymi i cichymi uliczkami i ruszyliśmy w kierunku Monopoli.

Monopoli – co warto zobaczyć?

Raczej nikt nie będzie zaskoczony, jeśli wspomnę, że w Monopoli zwiedzamy… Stare Miasto, tzw. Centro Storico! Labirynt krętych uliczek, tupot nóg dochodzący gdzieś zza zaułka, kolorowe okiennice i otoczone kwiatami drzwi… Gdzieniegdzie oczywiście suszące się pranie.

Brama Miejska poprowadziła nas do Starego Portu – Porto Vecchio. A tam oczom naszym ukazał się niezwykle malowniczy widok. Niebieskie łódki zacumowane u wybrzeża niezwykle pięknie prezentowały się na tle nieco złowrogiego i pochmurnego nieba.

Dalej nogi nas poniosły w kierunku XVI- wiecznej fortecy – Castello di Carlo V. Tutaj zaczyna się niezwykle urocza nadmorska promenada: Lungomare Santa Maria.

Nie, nie wychodzimy jeszcze z miasta. Wchodzimy do środka, by pokrążyć wąskimi uliczkami i zrobić zdjęcia otulonych zmrokiem budynków oraz licznych kościołów. Stare miasta najbardziej klimatyczne wydają się właśnie po zmroku. Dające żółtawą poświatę uliczne latarenki dodają wąskim uliczkom tajemniczości. Gdzieniegdzie otwierają się kawiarenki i Włosi udają się na wieczorną kawę czy aperitivo. To moment, kiedy miasto budzi się ponownie do życia po popołudniowej sjeście. My sjesty nie mieliśmy, ruszamy zatem zameldować się w naszym hotelu w Locorotondo. Na kolację pójdziemy już tam, gospodarz czeka.