... ... Alberobello i domki trulli – Podróżować to żyć
19 sierpnia, 2026

Podróżować to żyć

Mój blog o podróżowaniu.

Alberobello i domki trulli

Chyba każdy, planując wyjazd na koniuszek włoskiego buta, w plan podróży włącza również (a raczej – przede wszystkim) Alberobello. Niektórzy krainę domków trulli traktują wręcz jako priorytet i tylko po to odwiedzają południe Włoch. A pomyśleć, że Apulia jeszcze do niedawna niemalże nie istniała na turystycznej mapie…

Apulia – turystyczny rozkwit

Do rozwoju turystycznego tego regionu niewątpliwie przyczyniła się liczba dostępnych połączeń lotniczych do Bari oraz Brindisi. Bilety można nabyć w zasadzie za grosze, toteż region ten zaczął przeżywać turystyczny rozkwit. Z pewnością przyczyniło się to do wzrostu poziomu życia wielu mieszkańców, jednak niewątpliwie stało się zagładą wielu miejsc. Niestety, taka cena rozwoju. Nie miałam okazji zobaczyć prawdziwego Alberobello sprzed lat, jednak to, które odwiedziliśmy teraz, wydaje się być ofiarą wszechobecnej komercji. Nie można odmówić mu uroku – wapienne domki ze stożkowatymi dachami to prawdziwe arcydzieło, jednak tłumy ludzi, sklepiki z coraz bardziej kiczowatymi pamiątkami „made in China”, restauracyjne szyldy i potykacze zdecydowanie psują klimat tego miejsca. Takie przynajmniej jest moje zdanie. No, ale być w Apulli i nie odwiedzić Alberobello – to byłby grzech.

Nocleg nie w Alberobello

Na nocleg nie zdecydowaliśmy się w samym Alberobello – cheliśmy uciec. I to był strzał w 10! Zarezerwowaliśmy nocleg w oddalonym o kilka kilometrów Locorotondo. Spokojniejsze, nie tak zdominowane przez komercję, no i znacznie tańsze. Obiekt był cudowny! Położony pośród pól, co zapewne latem dodałoby mu jeszcze więcej uroku, czyściutki, przytulnie urządzony domek. Przemiły właściciel (niestety z zerowym angielskim, ale ze wszystkich sił starający się na migi wszystko pokazać i wytłumaczyć 🙂 serwujący niesamowicie pyszne śniadania! Wcześniejszy kontakt idealny – tutaj pomagał bardzo dobrze rozmawiający po angielsku syn. Ten obiekt to Trulli Caroli >>, a zdjęcia możecie zobaczyć poniżej – choć zdjęcia i tak nie oddają w pełni rzeczywistości.

Alberobello – etymologia nazwy

No, ale wróćmy do samego Alberobello. Urocza, dźwięcznie brzmiąca nazwa. Jaka właściwie jest jej etymologia? Krąży na ten temat wiele teorii, a najbardziej znana to taka, że nazwa pochodzi od słów: albero – drzewo oraz bellum – wojna. Miałoby to jakiś sens, ponieważ dawniej obszar ten porastały lasy dębowe, a mieszkańcy wytwarzali dla ówczesnych władców broń z drewna dębowego pozyskiwanego z tych właśnie lasów.

Inna teoria odnosząca się do znaczenia słów arbor belli, czyli „drzewo wojny”, skłania się ku zidentyfikowaniu konkretnego drzewa, w pobliżu którego toczyła się wojna. Mowa tu o dębie o imponujących rozmiarach, który wegetował aż do 1830 roku, a jego wydrążony przez lata pień był tak ogromny, że w jego wnętrzu bez problemu mogło zmieścić się pięciu żołnierzy. Drzewo rosło przy dzisiejszej Via dell’Indipendenza w miejscu zwanym del Carruccio (stąd określenie: dąb Carruccio). W XIII wieku cesarska milicja starła się z apulijskimi powstańcami u podnóża tego dębu. Carroccio miał być sztandarem wolności bronionym aż do gorzkiego końca.

Jakakolwiek nie byłaby etymologia nazwy, trzeba przyznać, że wpada ona w ucho. Nazwa Alberobello stała się oficjalną 22 czerwca 1797 roku.

Bajkowe domki trulli

Przejdźmy do samych domków trulli, bo one tutaj są głównym celem podróży. Budowa najstarszych z nich datowana jest aż na wiek XIII, wiele z nich powstało w wieku XV, jednak szacuje się, że większość trulli liczy sobie 200-300 lat. Trulli budowane były z okolicznego wapienia, bez zaprawy. Ich stożkowe dachy powstawały na planie koła i składały się z naciskających na siebie okręgów. Dzięki własnemu ciężarowi konstrukcja była, pomimo że niezwykle prosta, bardzo stabilna. Jak z pewnością zauważycie, na wielu dachach znajdują się białe symbole. Zgodnie z dawnymi wierzeniami, miały one chronić rodzinę przed złem i zapewnić dobrobyt.

Jaka jest geneza trulli? Otóż, jedna z najbardziej znanych teorii głosi, że domy powstały po to, aby… uniknąć płacenia podatków! Kiedy Królestwo Neapolu zażądało płacenia podatków od murowanych domów, ludnosć zaczęła tworzyć takie oto konstrukcje, które – jako, że budowane bez zaprawy – można było dowolnie robierać i zdecydowanie nie sprawiały wrażenia ukończonych. Unikano w ten sposób pobierania opłat. Ponadto, tłumaczono się, że budowle te służą do przetrzymywania bydła, a nie są one obiektami mieszkalnymi. Inna teoria głosi, że w XV wieku Ferdynand I Aragoński zabronił chłopom stawiania murowanych domów, które mogłyby ich w jakiś sposób przywiązać do danego obszaru. Budowane bez zaprawy, tymczasowe konstrukcje, nie sprawiały wrażenia „stałości”, można je było w dowolnym momencie rozbierać, a chłopów przesiedlać.

Z tą ich niestałością, jak się później okazało… to nie do końca tak. Trulli przetrwały wieki i, choć część z nich jest w stanie opłakanym (bardziej na obrzeżach Alberobello), to wiele wciąż ma się świetnie i nawet jest zamieszkanych do dnia dzisiejszego. W samym Alberobello mamy najwiękse skupisko trulli – jest ich około 1500 i zostały wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Jak już wspomniełam, część trulli jest wciąż zamieszkana, jednak większosć z nich została odrestaurowana i przekształcona w lokalne sklepiki z pamiątkami, restauracje czy obiekty noclegowe. Kilka z nich zostało udostępnione do zwiedzania. Warto wejść do takiego obiektu. Wstep jest darmowy, choć na stole stoi zazwyczaj koszyczek na datki. Przedstawiciel rodziny chętnie opowiada o swoich bliskich, o samym trulli, pokazuje zdjęcia.

Kiedy najlepiej odwiedzić Alberobello?

Nie byliśmy w sezonie, jednak po liczbie turystów, których potkaliśmy w grudniu, tylko możemy się domyślać letniego tłoku. Choć spotkał nas deszcz, to i tak uważam, że Alberobello w grudniowej odsłonie, przystrojone lampkami i mikołajkami wygląda niezwykle uroczo. Zupełnie inną odłonę miasteczka poznaliśmy po zmroku. Celowo przyjechaliśmy z samego rana, zanim zjawili się inni turyści, pospacerowaliśmy kilka godzin, po czym udaliśmy się do naszego Trulli Caroli i wróciliśmy raz jeszcze po zmroku. Było pusto, cicho, tylko gdzieniegdzie za rogiem przebiegł spóźniony turysta. Domki wydawały się jeszcze bardziej tajemnicze. Tak, zdecydowanie uwielbiam nocne spacery po miasteczkach!

Locorotondo po zmroku

A skoro przy nocnych spacerach jesteśmy, to jeszcze wieczorna odsłona sąsiedniego Locorotondo. Choć samo miasteczko zdecydowanie nie wydaje się być turystycznym celem, to kto powiedział, że trzeba chodzić po utartych szlakach?

Wieczorne, grudniowe powietrze wychłodziło nam trochę nosy, ale dzięki temu padnięci szybko zasnęliśmy w naszym przytulnym domku. Jutro kierunek => Matera!