Na dobry początek – Bergamo. Wypożyczalnia aut nas pokonała!

Spakowani, pełni entuzjazmu – obieramy kierunek: lotnisko. Samolot startuje planowo. Nawet siedzenia w Ryanair wydają się jakieś większe… nie, to tylko ekscytacja, bo kolejna podróż przed nami. I to nie byle jaka! Samochód zamówiony na lotnisku w Bergamo, do oddania na Sycylii – kawał trasy do przejechania, a do tego mieliśmy spełnić marzenie Rodziców. Będzie fajnie – ahoj przygodo!

Plan był taki: lądujemy, bierzemy autko i ruszamy do naszego lokum. Tam się rozpakujemy, obadamy teren i wrócimy na lotnisko po Rodziców. Rodzice mieli lądować kilka godzin po nas – idealnie, wszystko będzie już przygotowane!

Pełni optymizmu ruszyliśmy w kierunku okienka wypożyczalni. Wypożyczalnia JoyRent. Już dotykam kluczyków naszego pojazdu, kiedy do mojego ucha dochodzi złowieszczy komunikat: „Transakcja kartą odrzucona!” O co chodzi? Pełna przekonania, że to jakiś błąd systemu, proszę o powtórzenie transakcji. To samo… Nagle pada stwierdzenie:
– Ale to jest karta debetowa.
– Tak, tłoczona debetowa. Używana zawsze i wszędzie, jeździła z nami nawet poza Europę, akceptowana nawet przez Hertz w Meksyku!
– Szanowni Państwo, niestety nasza wypożyczalnia nie akceptuje kart debetowych. Przykro mi!

„Cholera jasna, co za różnica?” – Tak sobie myślę… Przecież wystarczy zablokować ten nieszczęsny depozyt na koncie i tyle. Nie rozumiem całej tej filozofii. Drżącą ręką sięgam do portfela. Powinnam mieć kredytówkę, powinnam! Chyba jej nie wyciągałam. Nie była używana ze sto lat, ale powinna być. Jest, mam! Mam też problem. Jej limit nie wystarczy na pokrycie kosztów najmu oraz depozytu.
– Można chociaż za auto zapłacić zwykłą, a kredytówką tylko tę nieszczęsną kaucję?
– Przykro mi, nie.

Co robić? Co robić? Jest piątkowy wieczór, nawet jak natychmiast zrobię przelew na kredytówkę, to pieniądze będą w poniedziałek. Cały plan bierze w łeb! W poniedziałek powinnismy opuszczać już Rimini i jechać w kierunku Rzymu! Jak nie będziemy trzymać się planu, stracimy na hotelach! No nic, pomyślmy, pomyślmy…

Zaczęła się bieganina od wypożyczalni do wypożyczalni. Przecież nie może być tak, aby żadna nie zaakceptowała karty, która była akceptowana zawsze i wszędzie! Cóż, okazało się, że Włochy to Włochy i to zdecydowanie nie jest „wszędzie”. Rodzice już prawie lądują, właściciel mieszkania, które wynajęliśmy, dobija się nieustannie, ponieważ już 4 raz przekładam godzinę odbioru kluczy, a my wciąż w punkcie wyjścia. Gdybyśmy byli sami, zmienilibyśmy rezerwację pojazdu na odbiór w Rimini w poniedziałek, a tam dotłuklibyśmy się pociągiem, autobusem, na stopa… Rodziców jednak nie chcieliśmy narażać na niepotrzebny stres tym bardziej, że to miała być ich pierwsza tego typu zagraniczna podróż… Trzeba skombinować to auto!

W końcu jedna z wypożyczalni stwierdziła, że da nam auto na debetówkę do poniedziałku, ze zwrotem w Rimini, pod warunkiem, że zapłacimy jakieś kolosalnie drogie ubezpieczenie! Szybki rachunek, przerażenie w oczach na myśl, jak bardzo uszczupli to nasz budżet, no ale nie ma wyjścia… Bierzemy!

Uff, stoimy przy pojeździe z namaszczeniem dotykając kierownicy najdrożej wypożyczonego auta w naszej karierze. Przelew na kredytówkę zrobiony, poprzednia rezerwacja anulowana. Kolejna zrobiona z odbiorem w Rimini i zwrotem w Katanii. Oby tylko pieniądze na kredytówce były już z rana (niestety nie było korzystnej cenowo opcji wynajęcia auta na trasie Rzym – Katania)… Czekamy na Rodziców…

Są, dolecieli! Ruszamy do naszego lokum. Villetta Rossini – dziwne miejsce. Wybraliśmy ze względu na cenę i lokalizację – Rodzice lądowali o 21:10, więc zależało nam na bliskości obiektu od lotniska. Generalnie był to domek, cały do dyspozycji. Wyglądał jednak tak, jakby na codzień mieszkał w nim właściciel, a na czas przyjazdu gości – po prostu ewakuował się do znajomych na noc. Czekał na nas z walizką, a w lodówce, w szafkach były poupychane jego rzeczy. Akurat nam to jakoś nie przeszkadzało, jednak przy dłuższym pobycie, kiedy chcielibyśmy wrzucić do szafki swoje ubrania czy zaopatrzyć lodówkę… mogłoby to już być problematyczne.

No nic, przespaliśmy się, a rano – zanim zdążyliśmy wypić kawę, właściciel już czekał ze swoją walizeczką na podwórku 🙂

Obraliśmy kierunek: Jezioro Garda, a potem noc w Pontecasale. Pontecasale miało być bazą wypadową do zwiedzania Wenecji. Sama Wenecja okazała się koszmarnie droga, dlatego zdecydowaliśmy się na nocleg poza granicami miasta. Czy tym razem obędzie się bez przygód? Początku naszej wyprawy nie był najlepszy, więc teraz już musi być z górki. Tak przynajmniej myśleliśmy…

Zostańcie z nami, kolejny będzie wpis o Jeziorze Garda oraz Wenecji!

P.S. Lekcja 1 podróżowania zaplanowanego (zawsze było tak bardziej… bez planu): karta kredytowa musi być! Poczciwa debetówka swoją drogą, jednak stara karta kredytowa dostała podczas tej podróży nowe życie 🙂


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Od Mediolanu po Sycylię

Od Mediolanu po Sycylię – zarys trasy (październik 2017): Jezioro Garda: Rimini i San Marino – tym razem pokonał nas

Zamknij