... ... Lizbona – miasto kafelków, żółtych tramwajów i mocnego wina – Podróżować to żyć
8 lipca, 2024

Podróżować to żyć

Mój blog o podróżowaniu.

Lizbona – miasto kafelków, żółtych tramwajów i mocnego wina

Podróż z 6-miesięczną wówczas Hanią do miasta wyłożonego kafelkami, po którym suną żółte i czerwone tramwaje. Do miasta, które uchodzi za jedną z piękniejszych, europejskich stolic. W końcu - do miasta, któremu postawiliśmy wysoko poprzeczkę.

W Lizbonie spędziliśmy w sumie 2,5 dnia. Ani mało, ani dużo. Zawsze można więcej, dłużej. Naszym zdaniem jest to jednak niezbędne minimum, by zasmakować miasta. Podróżując z maleńką Hanią (miała wówczas 6 miesięcy) nie planowaliśmy przemierzać miasta galopem ani nie mieliśmy z góry ustalonego planu zwiedzania. Podróżowaliśmy w grudniu i trafiliśmy na przecudną pogodę. Słoneczko świeciło, a w ciągu dnia temperatura dochodziła do 14 stopni.

Słyszeliśmy, że Lizbona jest najładniejszą europejską stolicą. Postanowiliśmy to sprawdzić i wyrobić sobie własne zdanie.

Lizbona jest jednym z najstarszych miast na świecie i najstarszym w Europie Zachodniej, wyprzedzającym o stulecia inne nowoczesne stolice europejskie, takie jak Londyn, Paryż i Rzym. Pierwsze ślady osadnictwa sięgają kilku tysięcy lat przed naszą erą. Na przełomie II i III wielu p.n.e. Juliusz Cezar uczynił z miasta municipium – czyli jednostkę terytorialną, której obywatele posiadali przywileje obywatelstwa rzymskiego, mieli jednak również prawo do życia według własnych zasad i zwyczajów. Rządzone przez szereg plemion germańskich od V wieku, miasto zostało zdobyte w VIII wieku przez wywodzących się z północnej Afryki Maurów. W 1147 roku Zakon Św. Jana pod wodzą Afonso Henriquesa odbił miasto i od tego czasu stało się ono głównym ośrodkiem politycznym, gospodarczym i kulturalnym Portugalii.

Miasto z tak długą historią, uważane za jedną z najładniejszych (jeśli nie najładniejszą) stolicę w Europie… Mieliśmy duże oczekiwania co do Lizbony.

Co udało się nam zobaczyć?

Praca do Comercio (Plac Handlowy) – to główny plac miasta i jeden z największych placów w Europie. Dawniej był to Pałac Królewski, który został zniszczony przez trzęsienie ziemi w XVIII wieku. Obecnie mieści się w nim kilka budynków rządowych, a dookoła znajdują się kawiarnie i restauracje. Na środku stoi pomnik byłego króla Józefa I na koniu, a z tyłu łuk triumfalny Arco Triunfal da Rua Augusta.

Plac ten znajduje się tuż nad rzeką i stąd też zrobiliśmy sobie spacer wzdłuż rzeki Tag aż do Pomnika Odkrywców. Trasa zajmuje 6,5 km i jest bardzo przyjemna, szczególnie przy ładnej pogodzie. Zdecydowanie był to strzał w 10!

Po drodze do pomnika mijamy pokryte graffiti (bardzo ładnym, ale takim mniej ładnym też) doki, kawiarenki oraz muzeum MAAT (Muzeum Sztuki, Architektury i Techniki) znajdujące się w budynku starej elektrowni. Nie da się go przegapić, ponieważ tuż przy deptaku poustawiano typowe dla sztuki współczesnej skulptury.

Mierzący 52 metry Pomnik Odkrywców symbolizuje karawelę prowadzoną przez Henryka Żeglarza, za którym podążają 32 osobistości historyczne, które przyczyniły się do epoki odkryć, takie jak król D. Afonso V (promotor z pierwszych odkryć), Vasco da Gama (odkrył drogę morską do Indii), Pedro Álvares Cabral (odkrywca Brazylii) czy Fernão de Magalhães, który przepłynął Atlantyk w latach 1520-21.

Tuż przy Pomniku Odkrywców znajduje się Klasztor Hieronimitów z XVI wieku. Jest to wspaniały przykład architektury gotyckiej i barokowej, wpisany na listę UNESCO. Budynek sprawia oszałamiające wrażenie z zewnątrz. DazSo środka nie wchodziliśmy, ale można go zwiedzać.

Kolejne ciekawe miejsce to Plac Rossio z XVIII wieku – popularne miejsce spotkań, a my tym razem trafiliśmy na jarmark bożonarodzeniowy. Ileż tu było smaków, zapachów! Chyba nie musimy dodawać, że taka atrakcja najlepiej prezentuje się po zmroku?

Castelo de Sao Jorge (Zamek Św. Jerzego) położony na jednym ze wzgórz w centrum Lizbony to kolejne ciekawe miejsce. Został zbudowany przez Maurów w połowie XI wieku, kolejno służył jako Pałac Królewski, a następnie jako koszary wojskowe. Ucierpiał podczas trzęsienia ziemi i ostatecznie został odrestaurowany w latach 40. XX wieku. Aktualnie udostępniony jest zwiedzającym. Warto tu przyjść choćby dla pięknej panoramy miasta, jaką można podziwiać z murów zamku.

Tuż obok zamku znajduje się historyczna, niezwykle urokliwa dzielnica Alfama. To jedna z najstarszych dzielnic Lizbony i warto po prostu zgubić się w gąszczu brukowanych uliczek, kolorowych domów oraz zapachów wydobywających się z małych restauracji.

Tramwaj 28. Kultowe tramwaje Lizbony są częścią uroku miasta, ale ich pochodzenie może zaskoczyć. To USA jako pierwsze wyprodukowały żółte tramwaje. Historyczne linie tramwajowe w Lizbonie uruchomiono w 1873 roku i pierwotnie wagony były ciągnięte przez konie. Elektryfikacja linii nastąpiła w XX wieku, a w latach 60. sieć tramwajowa liczyła 27 linii. Aktualnie jest 6 oryginalnych linii, a najsłynniejsza to linia 28. Najbardziej kultowy jest ten żółty tramwaj, choć obecnie kursuje też czerwony. Oczywiście, przejechaliśmy się nim i była to pierwsza w życiu Hani podróż tramwajem!

W dniu wylotu odwiedziliśmy oceanarium. Zostało ono wybudowane na wystawę międzynarodową w 1998 roku. Obiekt angażuje się w ciągły rozwój działalności edukacyjnej, której celem jest zachęcanie ludzi do pogłębiania wiedzy o oceanach i gatunkach morskich, jak również zwracanie uwagi na problemy ochrony środowiska. Duże, główne akwarium mieści 5 milionów litrów wody morskiej. Dla porównania, basen olimpijski składający się z 10 torów do pływania zawiera „tylko” 3,5 miliona litrów wody. Oceanarium w Lizbonie jest zamieszkiwane przez około 8000 gatunków.

Czy zobaczyliśmy mało? Jak na podróż z Haneczką uważamy, że idealnie. Powoli, z przerwami na cycusia i przekąskę, z uwzględnianiem podejść z wózkiem i grudniowego krótszego dnia – było optymalnie.

Lizbona urzeka. Jak już wspominaliśmy – niektórzy twierdzą, że to najładniejsza stolica w Europie. Nie odniesiemy się do tego stwierdzenia, ponieważ nie widzieliśmy jeszcze wszystkich stolic. Nie wątpimy jednak, że może ona znaleźć się w ścisłej czołówce.

Co nam się spodobało? Kolory – Lizbona jest pełna radosnych barw. Płytki azulejos – ściany budynków ozdobione są pięknymi kafelkami. Jest to tak fascynujące, że stworzymy o nich odrębny wpis. Czystość – naprawdę jesteśmy pod wrażeniem, zważywszy na to, że w Lizbonie widzieliśmy zaskakującą liczbę bezdomnych śpiących po kątach oraz na chodnikach. No i, oczywiście, cena porto – za niecałe 6 Euro można kupić butelkę pysznego trunku 😉

Co jeszcze chcielibyśmy zobaczyć, a nie mieliśmy możliwości? Występ Fado. Niestety, Hania nie usiedziałaby spokojnie ani na koncercie, ani w restauracji. Fado zostawiamy na kolejny raz w Portugalii, ale raczej już nie w Lizbonie – zazwyczaj nie wracamy do tych samych miejsc.

Lizbona – gdzie spać?

W Lizbonie mieliśmy 2 noclegi. Pierwszy – po przyjeździe, w samym centrum miasta. Kolejny – przed odlotem, kiedy to wróciliśmy z wojaży po regionie Alentejo.

Pierwsze 3 noce spędziliśmy w Downtown Lisbon Palma Suites by Homing – pokój z prywatną łazienką usytuowany w samym sercu miasta. Skusił nas akceptowalną ceną oraz lokalizacją. Czysty, ze wspólną lodówką na korytarzu. Minusem dla niektórych może być trzecie piętro bez windy.

Kolejny obiekt za to przekroczył nasze oczekiwania pod względem udogodnień. Hotel Excelsior nie ma wprawdzie idealnej lokalizacji z punktu widzenia zwiedzania miasta, lecz to była nasza ostatnia noc, a do tego mieliśmy samochód. Dostaliśmy duży pokój, z wanną, łóżeczkiem dla dziecka (Hania i tak nie lubi spać sama łóżeczku, więc nigdy o nie nie prosimy) oraz propozycją serwisu o każdej porze dnia i nocy. To było bardzo miłe.


Jak już wspomnieliśmy wcześniej, nasza podróż do Portugalii to nie była tylko Lizbona. Tutaj zaczynaliśmy i tutaj kończyliśmy naszą przygodę ze względu na lotnisko. Zapuściliśmy się jednak dalej. Wynajęliśmy samochód i ruszyliśmy w kierunku położonego w głębi Portugalii, tuż przy hiszpańskiej granicy, małego miasteczka Marvao. Ale o tym będzie już kolejny wpis…


Jeśli podoba Ci się moja twórczość, jeśli uważasz wskazówki za przydatne lub po prostu miło spędziłeś tu czas, postaw mi wirtualną kawę: https://www.buymeacoffee.com/wycieczkomania – to zawsze dodaje skrzydeł i robi się ciepło na serduchu. Dziękuję!