... ... Kreta – sentymentalna podróż z uśmiechem | Podróżować to żyć
26 lutego, 2021

Podróżować to żyć

Mój blog o podróżowaniu.

Kreta – sentymentalna podróż z uśmiechem

Nosi nas. Jeździmy tymi naszymi palcami po mapie i zastanawiamy się, gdzie by tutaj polecieć, choćby na chwilę. Nie musi być daleko, byle nakarmić naszego podróżniczego głoda. Pierwsza myśl, jaka przychodzi do naszej głowy: Kreta.

Dlaczego akurat Kreta? Cała Grecja ma w sobie coś magicznego, coś, co przyciąga jak narkotyk. A Kreta jest dla nas wyjątkowa, ponieważ to właśnie tam wyruszyliśmy w naszą podróż poślubną.

Prosto ze ślubnego obiadu, wystrojeni w ślubne wdzianka, jak w scenariuszu z romantycznego (niekoniecznie wysokich lotów) filmu – wkroczyliśmy na wrocławskie lotnisko. Wszystko odbyło się ku wielkiej dezaprobacie lotniskowej obsługi, ponieważ bramki piszczały przeciągle, kiedy stanęłam w ich pobliżu – tak, tak, fryzjerka nie szczędziła wsuwek i innych metalowych ozdób do włosów 🙂

Kreta – miejsce, do którego warto wracać

Na pewno sam fakt, że to pierwsze miejsce, które odwiedziliśmy formalnie jako mąż i żona, miał wpływ na nasze postrzeganie Krety w tamtym momencie. Jednak jak patrzę na zdjęcia z perspektywy czasu, wciąż uważam, że jest to miejsce, do którego warto wracać. I nagle zapragnęłam znaleźć się tam znowu. Zapragnęłam odbyć podróż sentymentalną i odkryć to, czego wtedy nie zdążyliśmy. Tak na marginesie, to bardzo fajne propozycje wyjazdu na Kretę znajdziecie tutaj>> Wakacje na Krecie

Wracając do naszego ostatniego pobytu… Wtedy zamieszkaliśmy w pobliżu Chanii. Nie zwiedziliśmy całej wyspy, nie wystarczyło na to czasu. Poza tym, jak to podczas podróży ślubnej bywa, pragnęliśmy spędzić jak najwięcej czasu ze sobą oddając się słodkiemu lenistwu.

Kreta – dla kogo?

Kreta to wyspa chyba dla… każdego. Zarówno miłośnicy plażowania, jak i zwolennicy wielogodzinnego trekkingu, zarówno miłośnicy przyrody, jak i fani architektury, samotni wędrowcy, zakochane pary, jak i rodziny z dziećmi znajdą tam coś dla siebie.

My uwielbiamy spędzać czas aktywnie, jednak tym razem postanowiliśmy wypośrodkować. Był czas na plażowanie, był czas na zwiedzanie, był czas na jedzenie. O, tak! Kuchnia grecka jest wspaniała. Niby prosta, a jednak tak wyjątkowa! Może dlatego, że uwielbiamy zioła, oliwę, warzywa, a tych w greckich daniach nie brakuje – kuchnia grecka zdecydowanie trafia w nasze gusta. Soczyste mięsa i ryby serwowane prosto z grilla również przyjemnie łechtają kubki smakowe nawet najbardziej wybrednych smakoszy.

Kreta – co warto zobaczyć?

Stacjonując w okolicach Chanii postawiliśmy na zwiedzanie zachodniej części wyspy. Podczas naszego tygodniowego wyjazdu odwiedziliśmy takie miejsca jak: Chanię (oczywiście), zatokę Balos, zatokę Elafonisi oraz Wąwóz Samaria.

Chania warta zwiedzania

Chania to miasto, którego historia sięga aż IV wieku p.n.e. W tak odległej przeszłości Minojczycy wybudowali w tym miejscu pierwszą osadę – Keydonię. Kolejno rządzili tutaj Rzymianie, Wenecjanie, Turcy oraz – ostatecznie – Grecy. W XIII wieku Wenecjanie wybudowali w tym miejscu twierdzę, której mury zachowały się do dnia dzisiejszego.

Chania to urokliwe miejsce, idealne na leniwe spacery wzdłuż promenady, na zakupy w lokalnych sklepikach z pamiątkami czy na wypróbowanie lokalnych specjałów w licznych nadmorskich knajpkach. Miłośnicy hal targowych z lokalnymi specjałami (my uwielbiamy takie miejsca!) koniecznie muszą odwiedzić lokalną Agorę.

Zatoka Balos

To miejsce kojarzy chyba każdy wybierający się na Kretę. Uznawana za jedną z najpiękniejszych plaż na świecie, stanowi typowe „must see” turystów. Pomimo, że kochamy odwiedzać miejsca mniej zadeptane, to tym w tym przypadku nie mogliśmy się oprzeć pokusie odwiedzenia tej zatoki. Do Balos można dostać się statkiem lub samochodem. My mieliśmy auto, co samo w sobie stało się nieplanowaną atrakcją – ostatnie 7 km trasy pokonaliśmy żółwim tempem po żwirowej ścieżce uważając, by nie potrącić blisko przebiegających kóz.

Sama plaża faktycznie robi wrażenie. Woda mieni się chyba wszystkimi odcieniami błękitu, a biały piasek niemalże kusi, aby się na nim położyć. To miejsce na długo zostaje w pamięci. Tak, to jedna z piękniejszych plaż, jakie moje oczy widziały…

Zatoka Elafonisi

Elafonisi nazywana jest różową plażą. Nazwa wzięła się, jak łatwo się domyślić, od koloru jej piasku. I choć na miejscu nie okazała się tak różowa, jak wygląda na zdjęciach, to da się zauważyć drobinki połyskujące w różnych odcieniach tego koloru.

Kreta, Elafonisi

Drastyczna legenda głosi, że piasek na taki kolor miała zabawić krew zamordowanych na niej w roku 1824 niewinnych ludzi… Prawda jest jednak taka, że barwę piaskowi nadały pancerzyki występujących tam skorupiaków.

Elafonisi jest obszarem chronionym, wpisanym na listę Natura 2000. Piasku z plaży nie wolno zabierać! Pamiętajcie o tym odwiedzając to miejsce.

Wąwóz Samaria

Ten dzień zapamiętamy na długo, ponieważ… omalże nie utknęliśmy na „końcu świata” na noc, bez możliwości powrotu 🙂

Samaria jest najdłuższym suchym wąwozem w Europie. Aby go przejść, trzeba pokonać 16 km w dół. Po pokonaniu tej trasy są dwie opcje: albo wracać tą samą trasą pod górkę… (niezbyt ciekawy plan, prawda?) albo złapać statek odpływający do sąsiedniej miejscowości, skąd już komunikacją można pojechać dalej. Co ważne, ostatni statek odpływał o godzinie 17:30 i my omalże na ten właśnie statek nie zdążyliśmy! Jeśli jesteście ciekawi całej historii (tej i nie tylko) zapraszam Was do poczytania całej serii wpisów o naszej podróży na Kretę, o tutaj >> Kreta – nasza podróż poślubna – śmiejecie się i przeżywajcie wspomnienia razem z nami 🙂

Kreta – czego nie zobaczyliśmy?

Oj, wielu, naprawdę wielu miejsc! Z poczuciem głębokiego niedosytu opuszczaliśmy wyspę. Opuszczaliśmy ją również pewni, że jeszcze wrócimy. Czas leci, a my wciąż wracamy, ale tylko wspomnieniami. Czas to zmienić! Teraz pewnie udalibyśmy się na lotnisko w Heraklion, aby zobaczyć drugą cześć wyspy.

W każdym razie Kreta jest miejscem, które zachwyca. Zachwyca pięknymi widokami, przystępnymi cenami, łagodnym klimatem, uśmiechniętymi ludźmi. A do tego jest tak blisko, że aż żal nie dopisać jej na listę swoich podróżniczych planów. Dajcie znać, kto był, co widział i co o tym wakacyjnym kierunku myślicie?

4 thoughts on “Kreta – sentymentalna podróż z uśmiechem

  1. Ale czad z tą podróżą w stronach ślubnych! Chciałabym tak, ale rodzina chyba by nas zabiła. Z greckich wysp ja kocham Santorini!

    1. Moi Teściowie szczególnie pragnęli tradycyjnego wesela, ale jakoś udało nam się to im wyperswadować i zaakceptowali nasz wybór. Wielu naszych znajomych z kolei mówiło, że nie wyobraża sobie ślubu bez wesela. Każdy inaczej podchodzi do tematu… My nie żałujemy, ponieważ podróże są nam szczególnie bliskie i takie wspomnienie chyba zawsze będzie wywoływało uśmiech na naszych twarzach.
      A na Santorini nie byliśmy, ale jest na naszej liście 🙂

  2. Kreta – moje marzenie! Mieliśmy lecieć w zeszłym roku, ale nam wszystko odwołali 🙁 Mamy nadzieję, że w tym roku się uda…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kreta – sentymentalna podróż z uśmiechem

Kreta to cudne miejsce! My często wracamy do niej wspomnieniami, ponieważ tam odbyliśmy naszą podróż poślubną - prosto ze ślubnego...

Zamknij