Od Mediolanu po Sycylię cz.9: Kierunek: Scilla! Czubek „buta” i niesamowity klimat włoskiego miasteczka.

Zobacz wszystkie wpisy z serii: Od Mediolanu po Sycylię >>

Po uroczym, leniwym dniu w Sorento wyruszyliśmy w dalszą drogę. W końcu naszym celem była Sycylia oraz zdobycie Etny! Obraliśmy trasę wybrzeżem, z pominięciem autostrady. Przecież… co to za frajda mknąć jak wicher, kiedy można jechać spokojnie, powolutku, napawając się pięknymi widokami? My właśnie tak lubimy – niespiesznie, zatrzymując się tu i ówdzie na śniadanie w plenerze, na kawę, na krótki przystanek przy plaży… bez pośpiechu, zostawiając gdzieś daleko wszelkie stresy i negatywne myśli 🙂

Po drodze mieliśmy zaplanowane dwa noclegi – jeden w miejscowości Grisolia, drugi w uroczym miasteczku Scilla. To Scilla najbardziej zapadła mi w pamięć, przebijając nawet Sorrento!

Najpierw jednak kawa…

Tak, właśnie – kawa. To była konieczność przed dłuższą trasą. Przystanęliśmy w jednym z mijanych miasteczek, ewidentnie mało turystycznym. Przekąsiliśmy co nieco, jednak nie byłabym sobą, gdybym nie udała się na mały spacerek brukowanymi uliczkami pośród… blokowisk. Tak, Włochy to nie tylko błękitne morze, stragany pachnące Limoncello, magnesy na lodówkę i pizza w nadmorskiej restauracji. To także normalne życie ludzi – i tych bogatszych, i tych biedniejszych. To także obskurne blokowiska, pranie i rozkrzyczane dzieci z umorusanymi buźkami biegające między nogami. Czy to ta brzydsza strona? Nie, to ta prawdziwa. To po prostu codzienne życie.

Na nocleg zatrzymaliśmy we wspomnianej miejscowości – Grisolia. To był chyba najfajniejszy nocleg na całej naszej trasie od Mediolanu – uroczy kemping pośród drzew, pachnący liśćmi. Czyściutki, drewniany domek, z tarasem, całkowicie spełnił nasze oczekiwania i poczuliśmy się w nim wyjątkowo zrelaksowani. Obiekt nazywa się Villaggio Camping Orchidea.


Booking.com

O świcie leniwie pospacerowaliśmy po pobliskiej plaży i ruszyliśmy w kierunku malowniczej miejscowości Scilla. To tam mieliśmy ostatni nocleg przed przeprawą promową na Sycylię.

Na koniuszek włoskiego „buta” dotarliśmy już po zmroku. To nic, wieczorem miejscowość nabiera specyficznego klimatu. Zostaliśmy zakwaterowani w przytulnym mieszkanku Da Santina, gdzie przemiła właścicielka zostawiła nam cały stolik przysmaków na kolację i śniadanie. Polecam!

Klimat miasteczka zdawał się nas wzywać, więc wybraliśmy się na niespieszny spacer brukowanymi uliczkami. Delikatnie oświetlone zaułki, migoczące latarenki dające tajemniczy półmrok, gdzieniegdzie tupot czyichś stóp… Nagle… poczuliśmy zapach tak przyjemny, że nasze żołądki zdawały się mówić: tak, chcę to zjeść! Ruszyliśmy czym prędzej za zapachem. Przemierzywszy ze dwie przecznice zobaczyliśmy stojący na chodniku ogromny… kocioł! I kobietę mieszającą coś wewnątrz wielką chochlą. Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia, które wyrażały wszystko: nie ważne, co jest wewnątrz, chcę to zjeść! Tajemnicza zawartość okazała się gulaszem, ale tak pysznym, że spałaszowaliśmy go w okamgnieniu! Jeśli więc będziecie w Scilli i zauważycie wielki kocioł, zjedzcie porcję 🙂

Z punktu widokowego roztacza się widok na twierdzę – Castello Ruffo – oraz ładną plażę. Te atrakcje pozostawiliśmy sobie jednak na kolejny dzień.

Sama Scilla jest miasteczkiem bardzo urokliwym. To w zasadzie osada rybacka słynąca z połowu miecznika.

A czy wiecie, że…?

  • Nazwa miasteczka pochodzi od mitologicznego, 6-głowego potwora – Skylli, który zamieszkiwał jaskinię u wybrzeży Cieśniny Mesyńskiej (cieśnina pomiędzy Kalabrią a Sycylią) czyhając na przepływających tamtędy żeglarzy.
  • Sezon na połów miecznika w Cieśninie Mesyńskiej trwa od maja do października – to w tym okresie można dostać świeżutką, pyszną rybę, której smak pozostanie na naszych ustach bardzo długo.
  • Nadmorska dzielnica Scilli nosi nazwę Chianalea – to tutaj znajdziemy łodzie i sieci rybackie (częstokroć leniwie rozplątywane i czyszczone przez rybaków) oraz poczujemy klimat i zapach związany z lokalną tradycją połowu.
  • Do połowu, a w zasadzie polowania na miecznika, wykorzystywane są tradycyjne łodzie o nazwie passarella – mają one bardzo charakterystyczny wygląd: wieżę obserwacyjną oraz długą deskę wystającą z boku łodzi.
  • Choć współczesne passarelle zostały zmodernizowane, tradycja połowu miecznika pozostała taka sama. Poluje się na nie z harpunem. Na wieży ustawia się obserwator i rozgląda wypatrując zdobyczy. Kiedy już ją dostrzeże, informuje drugiego rybaka, by ten przyczaił się na wystającej z boku desce. Gdy łódź jest wystarczająco blisko, myśliwy (bo chyba tak można nazwać harpunnika) wystrzela harpun w kierunku ryby.
  • Na cyplu wychodzącym daleko w morze znajduje się bardzo malowniczo położony zamek Castello Ruffo. Pierwsze fortyfikacje pochodzą aż z V wieku p.n.e., jednak współczesne obwarowania to dzieło średniowiecznej przebudowy mającej na celu obronę przed Saracenami oraz innymi najeźdźcami. W XVI wieku zamek zakupiła rodzina Ruffo. To właśnie od tych właścicieli forteca wzięła swą współczesną nazwę.

Jak zwiedzać Scillę? Najlepiej niespiesznie. Tam czas się jakby zatrzymał. Dajmy mu się omamić. Zatrzymajmy się, odprężmy i chłońmy ten klimat pełną piersią. Leniwy spacerek w zupełności wystarczy, nie trzeba biegać, nie trzeba pędzić. Tylko w taki sposób da się poczuć ten typowo włoski klimat. A o to przecież chodzi.

My daliśmy sobie chwilę na relaks, przecież niebawem ruszamy na Sycylię, a tam czeka nas zdobycie Etny!

Zobacz wszystkie wpisy z serii: Od Mediolanu po Sycylię >>


Sprawdź aktualne noclegi w miejscowości Scilla. Rezerwując przez moją stronę zapłacisz dokładnie tę samą cenę, a Booking da mi parę groszy na kolejne podróże. Dziękuję 🙂

Booking.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Sorrento, ach Sorrento!

Jak zwiedzać i czy w ogóle zwiedzać Sorrento? Chcecie poznać kilka ciekawostek o tym urokliwym miejscu?

Zamknij