... ... Z cyklu: „Z przyczepą po Europie” – Snowdonia (Walia) – Podróżować to żyć
11 lipca, 2024

Podróżować to żyć

Mój blog o podróżowaniu.

Z cyklu: „Z przyczepą po Europie” – Snowdonia (Walia)

Każdy mówił: jeśli Walia, to przede wszystkim Snowdonia! Pojedźcie tam! Malownicze jeziora otoczone górami, skaliste zbocza… jest pięknie!

Pojechaliśmy. Walię znałam już z Llandudno i Holyhead i śmiało mogę stwierdzić, że ma w sobie coś magicznego, coś co sprawia, że chce się tam wracać… Z pewnością nie jest to jednak pogoda! 🙂 Rzęsiste deszcze i chmury potrafią zniechęcić niejednego turystę…

Nas to jednak nie odstraszało. Nie wiem, może po kilku latach spędzonych w Anglii już przywykliśmy? A przynajmniej do tego stopnia, że piękna, słoneczna pogoda w tych okolicach jest dla nas miłą niespodzianką, a nie koniecznością 🙂 Nie marszczymy się widząc chmurę na niebie i nie chowamy w domu, gdy za oknami strugi deszczu. Taki urok tego kraju i trzeba to po prostu zaakceptować.

Jakie było więc nasze zaskoczenie, kiedy obudziły nas rano… wdzierające się przez okno promienie słońca! Czym prędzej wstaliśmy, zgodnie twierdząc, że tak pięknego dnia (i to w Walii) nie można zmarnować!

Snowdonia

Llanberis

Poprzedniego dnia zatrzymaliśmy się w okolicy Llanberis. Niewielka zatoczka przy ulicy aż prosiła się, by przerwać tę podróż i spędzić noc tu – w sercu Snowdonii. Miejsce idealne, tym bardziej, że celem naszej wyprawy było zdobycie Snowdonu.

Przyczepka sprawowała się świetnie. Dzielnie pokonywała wąskie, kręte uliczki. Gdyby nie konieczność wykonywania bardzo skomplikowanych (przynajmniej dla mnie) manewrów  podczas parkowania oraz w zasadzie bliska zeru możliwość zawracania na ulicy, to moglibyśmy zapomnieć, że za nami jedzie 🙂 Tymczasem ona tam była i trzeba było znaleźć jakiś przyjazny przyczepkom parking w Llanberis. O dziwo, poszło gładko. Wjechaliśmy, zaparkowaliśmy, zapłaciliśmy za dwa miejsca i pełni pozytywnej energii ruszyliśmy na zwiedzanie okolicy. Ten dzień miał być relaksujący: wypełniony spacerami, wdychaniem górskiego powietrza, cieszeniem oczu widokami. Po prostu niespieszny… dzień wytchnienia dla ducha 🙂

Poszliśmy wzdłuż szlaku spacerowego na pobliskie wzgórze, skąd rozciągał się uroczy widok na jezioro. Polecam!

Ponieważ było już po sezonie, nie spotkaliśmy hałaśliwych tłumów. Mogliśmy w ciszy i spokoju poobcować z naturą: piękną, aż proszącą, by chłonąć jej zapach i zatapiać oczy w tej w wielu miejscach wciąż soczystej zieleni.

Cała trasa (wejście i zejście) zajmuje około 3 godzin. Nam zeszło nieco dłużej, ponieważ urządziliśmy sobie mini piknik na szczycie oraz zatrzymaliśmy się na chwilę, by podziwiać wyczyny „szaleńców” spacerujących po linie nad przepaścią 🙂

Noc postanowiliśmy spędzić w pobliżu, ponieważ kolejnego dnia w planie było zdobycie Snowdonu. Wyjechaliśmy więc z centrum, znaleźliśmy kameralną zatoczkę otoczoną drzewami, wystawiliśmy grilla i… zaczęło padać 🙂 Cóż, Walia! Nie zrażeni niczym, mięso jednak upichciliśmy, ale konsumpcja odbyła się już w przyczepie 🙂 Jak to dobrze mieć domek ze sobą! I nawet deszczowy wieczór ma swoje plusy… bębnienie deszczu o dach, kameralne światło wewnątrz oraz zapach otaczającej nas natury wdzierający się do wnętrza przez uchylone okna czyni każdą chwilę spędzoną w domku na kółkach błogą, przyjemną, pełną uroku!

Snowdon

Kolejny poranek nie był już ani trochę słoneczny… gęste, szare, deszczowe chmury nie zachęcały do spaceru. Jednak w planie był Snowdon i nie zamierzaliśmy z owego planu zrezygnować.

Na szczyt można dostać się na dwa sposoby: dosyć łagodnym szlakiem na piechotkę lub kolejką górską startującą z Llanberis. Postanowiliśmy przetestować i szlak, i kolejkę, więc wjechaliśmy na szczyt a zeszliśmy na własnych nogach.

Kolejka kursuje tylko w cieplejszym okresie i to w zależności od warunków pogodowych. Bieżące informacje oraz cennik można znaleźć na stronie: https://www.snowdonrailway.co.uk.

Wjazd trwa około 55 minut. Niestety gęsta mgła zupełnie przesłoniła nam widoki, które ponoć z tego miejsca są przecudne. Musiała wobec tego w zupełności wystarczyć nam satysfakcja z obecności na najwyższym szczycie Snowdonii 🙂

Nie do końca spełnieni ruszyliśmy spacerem w dół. Zejście zajęło nam niecałe 2 godziny. To wystarczyło, aby mgła oraz nieustająca mrzawka przemoczyła nam ubrania nie pozostawiając na nas dosłownie suchej nitki. Przeklinaliśmy moment, w którym przed wyjściem zbyt optymistycznie oszacowaliśmy warunki pogodowe.

Tutaj wyczulamy wszystkich amatorów wspinaczki na Snowdon: nawet jeśli u podnóża góry nie pada, nie znaczy to, że nie zmokniecie. Szczyt często otula gęsta mgła. Najlepiej przed wyjściem sprawdzić warunki pogodowe na wysokościach: http://www.metoffice.gov.uk.

Zmokliśmy, zmarzliśmy, ale to nic. I tak było warto. Bo jaki urok ma wyprawa bez mocniejszych wrażeń? Zresztą, wybierając się na Wyspy Brytyjskie trzeba liczyć się z tym, że pogoda lubi płatać figle. Snowdonia zaskakuje, jednak nawet ukazanie prawdziwego, deszczowego oblicza tych gór nie było w stanie przesłonić ich naturalnego piękna. Postanowiliśmy jeszcze tam wrócić. Tak, wkrótce wrócimy…