... ... Toskania – Droga Gladiatora oraz Pienza, miasto prawie idealne – Podróżować to żyć
1 sierpnia, 2026

Podróżować to żyć

Mój blog o podróżowaniu.

Toskania – Droga Gladiatora oraz Pienza, miasto prawie idealne

Gdzie znajduje się słynna Droga Gladiatora? Gdzie zatrzymać się w Toskanii, by uchwycić piękne kadry i dlaczego Pienza to miasto prawie idealne? O tym właśnie jest dzisiejszy wpis.

Toskania to idealne miejsce na spacery. Ciągnące się aż po horyzont pola z równiutko, jak od linijki posadzonymi wzdłuż polnych ścieżek cyprysami, to nie lada gratka dla miłośników wędrówek. Uroki tego miejsca odkryli również filmowi producenci. Wielu turystów przyjeżdża w te rejony głównie po to, by zrobić sobie zjęcie na słynnej Drodze Gladiatora.

Sceny z Gladiatora

W 2000 roku Toskania była miejscem akcji niektórych scen z kultowego filmu „Gladiator”, którego akcja toczy się w czasach rzymskich. Scenariusz został napisany przez Davida Franzoniego, natomiast reżyserii podjął się Ridley Scott. Niektóre słynne sceny kręcono w okolicach Pienza i San Quirico d’Orcia, a w główną rolę wcielił się Russel Crowe.

Oczywiście, Toskania ma o wiele więcej do zaoferowania niż zdjęcie niczym z filmowego kadru, jednak skoro już w temacie filmu jesteśmy, przybliżymy Wam dokładną lokalizację owej drogi, którą Maximus kroczy w kierunku rodzinnego domu.

Scena, o której mowa, możecie obejrzeć w minucie 4:07 na filmie pod tym linkiem: Gladiator – Now We Are Free.

Scena drogi do domu została nakręcona tuż za murami miasteczka Pienza, na nieutwardzonej drodze prowadzącej od kapliczki Corsignano do gospodarstwa agroturystycznego Terrapille. Można w tym miejscu poczuć klimat filmu, przenieść się myślami do odległych czasów, a wręcz usłyszeć szum łanów zbóż (wprawdzie w październiku łanów owych nie było, lecz wyobraźnia robi swoje). Samotne cypryski wciąż stoją w tym samym miejscu, mimo że od momentu kręcenia scen minęło już prawie 13 lat. Jednak dom majaczący w oddali nie jest domem Maximusa, a dramatyczna scena finałowa nie była kręcona tutaj, lecz w San Quirico d’Orcia, w Villa Poggio Manzuoli. Obiekt jest własnością prywatną i niestety nie można wejść na jego teren.

Droga Gladiatora – gdzie spać?

My zdecydowaliśmy się na nocleg w Pienza. Chcieliśmy od rana zrobić sobie spokojny spacer po miasteczku, by potem udać się na Drogę Gladiatora. Obiekt, jaki wybraliśmy, to Appartamenti Il Leone. Samodzielne mieszkanko, prowadzone przez przemiłą Polkę i jej męża, Włocha. Przesympatyczni ludzie, mieszkanko schludne, choć urządzone w nieco starym stylu, a do tego świetnie zlokalizowane w samym centrum starego miasta.

Pienza – miasto prawie idealne

Pienza to najciekawsze miasto w Val d’Orcia w środkowej Toskanii. To miasto ukształtowane przez ambitne marzenie jednego człowieka. Tym człowiekiem był papież Pius II, którego celem było stworzenie „miasta idealnego” w oparciu o humanistyczne wartości tamtych czasów. W „idealnym” mieście wszystko miało mieć swoje miejsce, miał zapanować ład i porządek. Miasto miało być przede wszystkim użyteczne, symetryczne, o idealnych proporcjach. Po prostu bez wad. Nazwa Pienza pochodzi od samego twórcy, a samo miasto powstało na terenie dawnej maleńkiej wioski Corsignano.

Na wykonawcę swojego idealnego planu papież wybrał Bernardo Rosselino, florenckiego architekta, ucznia i współpracownika Leona Battisty Albertiego, jednego z pionierów i twórców renesansu. Bernardo był bliski realizacji owego planu, jednak prace nad budową miasta przerwała śmierć papieża zaledwie kilka lat po rozpoczęciu prac. Nikt nie potrafił, a może i nie chciał kontynuować tego przedsięwzięcia. Pienza została zatem niedokończonym marzeniem, miastem pół-idealnym, któremu mimo wszystko nie można odmówić uroku.

Zwiedzanie miasta nie zajmie więcej niż kilka godzin, czas ten jednak jest wystarczający, by zachwycić się jego wąskimi uliczkami, lokalnymi sklepikami, malowniczymi zaułkami. Pienza jest bez wątpienia jednym z bardziej romantycznych miejsc w Toskanii, gdzie można odkryć ulice o „ciepłych” nazwach, takie jak Via del Bacio (Ulica Pocałunku) i Via dell’Amore (Ulica Miłości).

Spacerując po klimatycznych uliczkach miasteczka, nos zaprowadzi Was z pewnością prosto do jednego z wielu rzemieślniczych sklepów z serami. Pecorino (ser z mleka owczego) z tego regionu jest jedyny w swoim rodzaju. Oczywiście, nie każdemu ten specyficzny smak i aromat przypadnie do gustu, jeśli jednak są to Wasze smaki, to z pewnością będziecie zachwyceni. Istnieje wiele różnych rodzajów sera, o różnej konsystencji.

Pienza jest małym miasteczkiem – mieszka tu niewiele ponad dwa tysiące mieszkańców. Oczywiście, miejscem, które najbardziej urzeka, jest starówka. Im dalej od starego miasta, tym owego ideału mniej. Ot, jedno z wielu małych miasteczek, gdzie toczy się powolne życie mieszkańców. Spacerując zaułkami Starego Miasta zaś prędzej czy później i tak dojdziemy do głównego placu, który wraz z okolicznymi budowlami stanowi serce miasta – to dzięki niemu właśnie Pienza została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Pienza jest idealną bazą wypadową do zwiedzania serca Toskanii. Ja nie mogłam napatrzeć się na rosnące wzdłuż polnych dróg cypryski, na rozległe połacie pól, na malowniczo położone domki. Do samej Toskanii na pewno jeszcze wrócimy, ponieważ zaledwie „liznęliśmy” jej piękna. Tymczasem doba nie chciała być z gumy i trzeba było powoli kierować się w kierunku Pizy. Kolejnego dnia mieliśmy lot powrotny.

Piza – gdzie spać?

Już wspominaliśmy przy okazji wpisu o Pizie, że pierwszy nocleg mieliśmy w w B&B DEVID, kilka minut spacerkiem od dworca i około 1,5km od Placu Katedralnego. Pokój w 3-pokojowym mieszkaniu, czysty, z dostępem do wspólnej kuchni i łazienki. Ogólnie – bez zastrzeżeń.

Nie sypiamy jednak dwa razy w tym samym miejscu, chcąc odkrywać za każdym razem coś nowego, dlatego tym razem zdecydowaliśmy się na nocleg (nasz ostatni podczas tej wyprawy) nie w samej Pizie, lecz w malutkiej miejscowości Badie, zlokalizowanej nieco ponad 40 km od Pizy. Przecudny obiekt, którym byliśmy wręcz zachwyceni, skradł nasze serca. Jeśli poszukujecie lokum z dala od zgiełku, w ciszy, pośród pól, a do tego schludnego, z pięknym ogrodem, to zdecydowanie polecamy Tenuta la Lupa.

A my tymczasem, po skromnym, ale smacznym śniadanku, udaliśmy się na plażę, by zrelaksować ciała i umysły przed lotem powrotnym. Toskanio, wracamy do domu, ale jeszcze tu wrócimy!