Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Malcie i Gozo nazywane jest po prostu: Santa Maria. Święto kościelne z mszami, procesjami, przystrojonymi ulicami. W okolicy tej daty dochodzi jeszcze jeden element lokalnej kultury i tradycji, od kilkuset lat silnie związany z tym właśnie świętem – wyścigi konne. Nie, nie znaczy to, że konie ścigają się tylko przy okazji tego święta, ale przy tej okazji ten wyścig jest najbardziej huczny. Tego dnia główna ulica Victorii wygląda zupełnie inaczej niż na co dzień. Znikają samochody, pojawiają się barierki, wzdłuż Republic Street zbierają się ludzie, a środkiem miasta pędzą konie.



Średniowieczna tradycja
Wyścigi konne są jednym z najbardziej charakterystycznych elementów sierpniowych obchodów Santa Marija na Gozo, a ich historia jest znacznie dłuższa, niż mogłoby się wydawać.
Podobne zawody organizowano tutaj już w średniowieczu, kiedy koń nie był hobby ani atrakcją, ale ważną częścią codziennego życia. Służył jako środek transportu, pomagał w pracy i odgrywał swoją rolę w lokalnej obronności. Początków wyścigów doszukuje się między innymi w czasach miejscowej milicji Dejma, kiedy zawody miały pomagać w utrzymywaniu sprawności jeźdźców. Z czasem ich praktyczne znaczenie zniknęło, ale pozostała rywalizacja, a wyścigi stały się częścią lokalnych fest.
Ścigały się zresztą nie tylko konie, ale również klacze, muły i osły, organizowano nawet biegi ludzi. Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku zawody odbywały się 15 sierpnia, w samo święto Santa Marija, a na starych fotografiach można zobaczyć Republic Street otoczoną tłumem obserwującym pędzące środkiem miasta zwierzęta. Sama ulica była zresztą kiedyś nazywana Strada Corsa, czyli ulicą wyścigową.
Tradycja przetrwała i dzisiaj po raz kolejny można było ją zobaczyć na własne oczy. Konie pędzące środkiem miasta, ludzie stojący wzdłuż ulicy, emocje i okrzyki – można zobaczyć Gozo zupełnie inne niż to, które znamy z pocztówek i folderów turystycznych.



A co z końmi?
Ale kiedy rozmawiamy o wyścigach, prędzej czy później pojawia się również temat samych koni.
W dyskusjach na temat takich wydarzeń łatwo stworzyć prosty obraz, w którym po jednej stronie stoją obrońcy zwierząt, a po drugiej właściciele, którym zależy rzekomo tylko na pucharze. Rzeczywistość nie jest jednak czarno-biała… jest znacznie bardziej skomplikowana, bo koń startujący w zawodach nie pojawia się przecież przypadkiem raz w roku na Republic Street. Za jego kondycją stoją regularne treningi, odpowiednie żywienie, pielęgnacja, dbanie o kopyta, odpoczynek i mnóstwo czasu spędzanego ze zwierzęciem. Standardy dotyczące dobrostanu koni sportowych obejmują między innymi dostęp do wody, właściwe warunki utrzymania, opiekę weterynaryjną, trening dostosowany do możliwości zwierzęcia oraz odpowiednią regenerację.
Przez pewien czas mieszkaliśmy w Sannat, a nasz sąsiad miał konia wyścigowego, którego razem z Hanią często chodziliśmy odwiedzać. Koń nazywał się Giganti, był przepiękny, spokojny i niesamowicie tulaśny, a kontaktu z człowiekiem zdecydowanie nie unikał. Widać było również, że kiedy przychodził czas biegania, sprawiało mu to ogromną frajdę.
Skąd kontrowersje?
Owszem, konie lubią biegać i sam fakt, że koń biegnie w wyścigu, nie oznacza jeszcze, że dzieje mu się krzywda. Kontrowersje związane z wyścigami w Victorii dotyczą czegoś innego – przede wszystkim warunków, w jakich od zwierzęcia tego wysiłku wymagamy.
Gozo w sierpniu jest piekielnie gorące, nawet późnym popołudniem temperatury potrafią być wysokie, a asfalt nagrzany przez wiele godzin słońca oddaje ciepło jeszcze długo po największym skwarze. Do tego dochodzi sama nawierzchnia, która nie jest naturalnym podłożem dla pędzącego konia, a przy dużej prędkości każde poślizgnięcie czy upadek może mieć poważne konsekwencje.
Jest również hałas, tłum ustawiony blisko trasy, krzyki, oklaski i mnóstwo bodźców, których podczas takiego wydarzenia nie da się całkowicie wyeliminować. Koń, choć jest dużym i silnym zwierzęciem, pozostaje jednocześnie zwierzęciem bardzo czujnym i płochliwym, którego naturalną reakcją na zagrożenie jest ucieczka. Czasami wystarczy nagły dźwięk, niespodziewany ruch albo coś pojawiającego się na trasie, żeby w ciągu kilku sekund konia spłoszyć – a wtedy może być niebezpiecznie.



Wypadki podczas wyścigów
I takie niebezpieczne sytuacje rzeczywiście się zdarzały. W 2011 roku podczas wyścigów koń potrącił 69-letnią kobietę, a w 2018 roku 72-letnia kobieta została poważnie ranna po zderzeniu z koniem na Republic Street. W 2023 roku podczas rozgrzewki kolejny koń potrącił pieszą, powodując między innymi złamania barku. Ta ostatnia sprawa trafiła później do sądu, gdzie pojawił się również temat odpowiedniego zabezpieczenia wydarzenia.
Bywały jednak również wypadki, w których to koń płacił najwyższą cenę. W 2015 roku, tuż przed wyścigiem organizowanym z okazji festy w Xewkija, koń spłoszył się, zrzucił powożącego i ruszył ulicą, po czym uderzył w dwa zaparkowane samochody. Odniósł tak poważne obrażenia, że musiał zostać uśpiony.
Wyścigi konne – co można zmienić?
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, czy problemem rzeczywiście są same wyścigi, czy może raczej miejsce i warunki, w których są organizowane.
Co ciekawe, pomysł przeniesienia zawodów z Republic Street na profesjonalny tor na Gozo wcale nie jest nowy. Już ponad dekadę temu organizacje zajmujące się prawami zwierząt proponowały, aby wyścigi Santa Marija odbywały się na torze, gdzie konie mogłyby biegać po przygotowanej do tego nawierzchni, z dala od samochodów i tłumu stojącego bezpośrednio przy trasie. Kilka lat później podobne wątpliwości pojawiły się również w sądzie, gdzie zwracano uwagę na to, czy publiczna droga rzeczywiście jest odpowiednim miejscem dla takich zawodów.
Warto przy tym zauważyć, że ta wielowiekowa tradycja już zaczęła się zmieniać. Jeszcze kilka lat temu wyścigi odbywały się w środku dnia, około 14:30, czyli dokładnie wtedy, kiedy sierpniowe słońce na Gozo potrafi być najbardziej bezlitosne. Po interwencjach związanych z dobrostanem zwierząt godzinę rozpoczęcia przesunięto, a dzisiejsze zawody odbywają się jeszcze później, kiedy temperatura zaczyna już powoli spadać.
To może wydawać się niewielką zmianą, ale pokazuje coś bardzo ważnego. Można dostosowywać tradycję do współczesnej wiedzy i standardów, nie rezygnując z niej całkowicie.
Koń nie zbojkotuje wyścigu, nie powie nam, że dzisiaj jest mu za gorąco, nie zaprotestuje przeciwko nawierzchni, nie zdecyduje, że tłum jest zbyt głośny i nie wybierze sobie dnia, w którym ma ochotę wystartować. Te decyzje podejmuje za niego człowiek i właśnie dlatego odpowiedzialność człowieka nie kończy się na paszy, kąpielach, dobrej kondycji, czystej stajni i opiece weterynaryjnej.



Tradycja kontra dobrostan
Wyścigi konne są częścią historii i kultury Gozo, tradycją mającą setki lat i przekazywaną przez kolejne pokolenia mieszkańców wyspy. Jednocześnie żyjemy dzisiaj w świecie, w którym o zachowaniu, fizjologii i dobrostanie zwierząt wiemy znacznie więcej niż ludzie, którzy rozpoczynali tę tradycję przed wiekami.
Może więc nie musimy wybierać pomiędzy szacunkiem dla tradycji a troską o zwierzęta. Możemy zachować jedno, jednocześnie zastanawiając się, co w drugim można zrobić lepiej.
Godzinę wyścigów już zmieniono. Może kiedyś zmieni się również miejsce. Co o tym myślicie?
Podobne wpisy
Ggantija i Santa Verna – ukryte historie prehistorycznego Gozo
Odkrywając Sofię – co warto zobaczyć w stolicy Bułgarii?
Rejs: Ateny – Rodos – Kusadasi – Santorini