Kiedy wciskamy włącznik światła albo ustawiamy klimę na 24 stopnie, raczej nie zastanawiamy się, skąd właściwie bierze się energia, która to wszystko napędza. A historia maltańskiego prądu jest całkiem ciekawa. Zwłaszcza że zaczęła się od… opery.
Pierwsze elektryczne światło na Malcie
Był rok 1882. W Royal Opera House w Valletcie wystawiano „Un Ballo in Maschera” Giuseppe Verdiego i właśnie podczas tego przedstawienia po raz pierwszy na Malcie wykorzystano oświetlenie elektryczne. W tym samym roku elektryczne światła pojawiły się również na placu św. Jerzego w Valletcie. Rok później Edward Rosenbusch urządził w swoim domu przy Merchant Street pokaz elektryczności dla zaproszonych gości i mieszkańców.
Dzisiaj naciskamy pstryczek i tyle. Wtedy światło zapalające się bez świecy, lampy oliwnej czy gazu musiało robić naprawdę niezłe wrażenie.
Na publiczną sieć trzeba było jednak jeszcze trochę poczekać.
Pierwsza elektrownia powstała we Florianie nad Grand Harbour w latach 1894–1896. Miała cztery generatory parowe o łącznej mocy zaledwie 350 kW. Najpierw prąd służył przede wszystkim do oświetlania ulic Valletty i Floriany, później dotarł do kolejnych miejscowości, domów i przemysłu.
I tak zaczęła się elektryfikacja wysp.
Elektrownia w Marsa
W 1953 roku uruchomiono elektrownię Marsa A, której część znajdowała się w tunelach i galeriach wykutych w skale pod Jesuits’ Hill. Później obok powstała Marsa B i przez kolejne dziesięciolecia cały kompleks odgrywał ogromną rolę w produkcji energii na Malcie.
Był jednak również potężnym źródłem zanieczyszczeń. W 2015 roku Marsa przestała produkować energię i została pozostawiona jako rezerwa, a w 2017 roku całkowicie odłączono ją od krajowej sieci.
Skąd bierze się prąd na Malcie?
Dzisiaj prąd na Malcie nie powstaje już w Marsie. To skąd go mamy? Otóż źrodła są trzy.
Elektrownia Delimara
Obecnie jedyny duży działający kompleks elektrowni na Malcie znajduje się w Delimarze, niedaleko Marsaxlokk. Nie jest to jedna turbina czy jeden generator, ale kilka jednostek wytwórczych. Dwie główne instalacje pracujące regularnie wykorzystują gaz ziemny, a starsze jednostki mogą służyć jako rezerwa.
Łączna nominalna moc zainstalowana całego kompleksu Delimara wynosi około 538 MW. To właśnie tutaj powstaje duża część energii zużywanej na wyspach. Ale nie cała.
Interkonektor z Sycylii
Od 2015 roku Malta jest połączona z europejską siecią energetyczną podmorskim interkonektorem prowadzącym z Sycylii. Kabel ma około 120 kilometrów długości i może przesyłać do 200 MW. Czyli część energii, która zasila nasze lodówki, pralki, piekarniki i klimatyzatory, dociera na Maltę pod dnem Morza Śródziemnego.
Według danych za 2024 rok 58,1% energii dostarczonej na Malcie pochodziło z lokalnych elektrowni, 31,1% z importu, a 10,8% ze źródeł odnawialnych.


Energia słoneczna
Tu pojawia się pytanie, które nasuwa się chyba każdemu, kto spędził na Malcie choć jedno lato. Przecież słońca na Malcie dodatek! Dlaczego więc nie pokryjemy wszystkiego panelami i po problemie?
Po pierwsze, Malta ma bardzo mało miejsca. Cały kraj ma około 316 km², jest niezwykle gęsto zaludniony, a o każdy kawałek ziemi konkurują mieszkania, drogi, przemysł, rolnictwo i przyroda. Budowanie ogromnych farm fotowoltaicznych jest więc znacznie trudniejsze niż w krajach posiadających wielkie połacie niezagospodarowanego terenu.
Dlatego Malta wykorzystuje przede wszystkim dachy. I robi to całkiem intensywnie. W 2025 roku na Malcie i Gozo działały 36 243 instalacje fotowoltaiczne. Zdecydowana większość z nich to niewielkie systemy domowe.
Czyli paneli wcale nie jest tutaj tak mało. Problem jest bardziej skomplikowany.
Panele lubią słońce, ale niekoniecznie maltański skwar. I tu pojawia się ciekawy paradoks. Panel fotowoltaiczny potrzebuje światła, ale wraz ze wzrostem temperatury ogniwa spada jego sprawność. W pełnym letnim słońcu panel może nagrzać się znacznie bardziej niż otaczające go powietrze. Kiedy na zewnątrz mamy 35°C, temperatura modułu może przekroczyć 50 czy 60°C. Nie oznacza to oczywiście, że fotowoltaika przestaje wtedy działać. Słońca jest tak dużo, że nadal produkuje sporo energii.
Tyle że bardzo słoneczny, ale chłodniejszy dzień może być dla paneli bardziej efektywny niż równie słoneczny dzień podczas potężnego maltańskiego upału.
Temat jest na tyle istotny, że University of Malta prowadził nawet projekt dotyczący chłodzenia paneli. Według Energy & Water Agency odpowiednie chłodzenie może poprawić ich uzysk o około 10–20%, a jednocześnie ograniczyć tempo degradacji modułów.
Jest jeszcze jeden problem: noc. Nawet najlepszy panel ma pewną wadę – po zachodzie słońca nie produkuje prądu. A nasze zapotrzebowanie na energię wcale wtedy nie znika. Latem wieczorami nadal pracują tysiące klimatyzatorów, restauracje są pełne, hotele działają, świecą ulice i mieszkania.
Dlatego nie wystarczy po prostu zamontować więcej paneli. Potrzebne są również magazyny energii, odpowiednio przygotowana sieć i stabilne źródła, które przejmą produkcję, kiedy fotowoltaika jej nie zapewnia.
I dlatego Malta inwestuje również w kolejne połączenia z Europą.
Kolejne kable z Sycylii – plan na przyszłość
Jeden kabel z Sycylii już Malcie nie wystarcza. Obok istniejącego interkonektora powstaje właśnie drugie połączenie Malta – Sycylia, czyli IC2. I to nie jest plan na odległą przyszłość. Budowa już trwa.
Podmorski kabel o długości około 103 km został wyprodukowany i przetestowany, a latem 2026 roku ruszyły kolejne prace związane z jego instalacją. Projekt kosztuje około 300 milionów euro i ma praktycznie podwoić możliwości przesyłania energii pomiędzy Maltą a europejską siecią. Nowe połączenie ma mieć około 225 MW mocy i zostać oddane do użytku do końca 2026 roku.
Ale na tym Malta nie zamierza poprzestać. W 2026 roku rozpoczęto już przygotowania do trzeciego interkonektora, IC3. Ten projekt znajduje się dopiero na etapie prac projektowych, badań technicznych i środowiskowych, dlatego nie ma jeszcze konkretnej daty rozpoczęcia budowy. IC3 początkowo ma umożliwiać przesył około 200 MW, z możliwością późniejszego zwiększenia mocy do 400 MW.
Malta, która jeszcze kilkanaście lat temu była energetyczną wyspą również w dosłownym znaczeniu tego słowa, zmierza więc w kierunku trzech niezależnych połączeń z europejską siecią energetyczną.
A skąd prąd na Gozo?
Gozo jest częścią tego samego systemu, ale ma ciekawą historię. Gozo kiedyś miało własną elektrownię. Powstała ona w Victorii, a dostawy prądu rozpoczęły się 1 sierpnia 1926 roku.
Gozo było wtedy wyspą przede wszystkim rolniczą, więc zapotrzebowanie na energię było niewielkie. Prąd służył głównie do oświetlenia i początkowo dostarczano go przede wszystkim po zmroku.
W latach 50. uznano jednak, że bardziej opłacalne będzie przesyłanie energii z Malty. W 1957 roku ułożono podmorskie kable z Malty na Comino i dalej na Gozo, a w styczniu 1959 roku elektrownia w Victorii zakończyła działalność.
Dzisiaj Gozo nie posiada dużej elektrowni zdolnej samodzielnie zasilić wyspę. Energia dociera tutaj z Malty poprzez podmorskie połączenia 33 kV, choć oczywiście część energii produkują również lokalne instalacje fotowoltaiczne. W 2025 roku 14,4% wszystkich instalacji fotowoltaicznych kraju znajdowało się właśnie w regionie Gozo.
Ostatni blackout na Gozo
W zeszłym tygodniu mieliśmy awarię prądu. W Xaghra zostaliśmy bez prądu przez 21 godzin. Niektóre miejscowości nawet dłużej.
I właśnie ostatnia awaria pokazała nam w praktyce, jak ważne są nie tylko elektrownie i ilość produkowanej energii, ale również droga, którą prąd musi do nas dotrzeć. Bo kiedy jednocześnie padły dwa z trzech kabli 33 kV zasilających Gozo, znaczna część wyspy została bez prądu.
Można mieć prąd, ale trzeba go jeszcze mieć jak dostarczyć.
Jeśli planujesz pobyt na Malcie i zastanawiasz się, w jakiej lokalizacji najlepiej wybrać nocleg, to przygotowaliśmy mini poradnik:

Podobne wpisy
Dlaczego domy na Malcie i Gozo mają imiona?
Wyścigi konne na Gozo – tradycja kontra dobrostan zwierząt
Ggantija i Santa Verna – ukryte historie prehistorycznego Gozo