... ... Terenówką po Sycylii – cz. 4: Modica, miasto czekoladą… chrupiące – Podróżować to żyć
5 października, 2026

Podróżować to żyć

Mój blog o podróżowaniu.

Terenówką po Sycylii – cz. 4: Modica, miasto czekoladą… chrupiące

Modica to jedno z tych miast, które ucierpiały w wyniku niszczycielskiego trzęsienia ziemi, jakie miało miejsce w roku 1693, a potem zostało odbudowane w późnobarokowym stylu. Aktualnie słynie przede wszystkim z... czekolady!

Modica słynie przede wszystkim z… czekolady! Nie mogłam więc tego miejsca odpuścić. Czekolada z solą morską, z pieprzem, z chili – już sama myśl łechtała moje kubki smakowe, a oczy wyobraźni widziały ten smakołyk rozpływający się w mych ustach. Michał do samej czekolady podchodzi nieco bardziej sceptycznie, jednak odwiedzin w Modice nawet nie planował wybić mi z głowy.

Pojechaliśmy. Modica to jedno z tych miast, które ucierpiały w wyniku niszczycielskiego trzęsienia ziemi, jakie miało miejsce w roku 1693, a potem zostało odbudowane w późnobarokowym stylu. Średniowieczne stare miasto, niegdyś wykute w skale, zostało zastąpione przez wspaniałe barokowe fasady, ekstrawaganckie kościoły i piękne pałace, połączone labiryntem wąskich uliczek i niezliczoną ilością schodów.

Dawniej był tu głęboki wąwóz ulokowany pomiędzy górami Iblei, a doliną płynęły dwie rzeki: Ianni Mauro i Pozzo dei Prun. Narażeni na częste powodzie ówcześni osadnicy zaczęli poszukiwać schronienia w jaskiniach na szczycie wzgórza. Tak powstało pierwotne miasto: Modica Alta, określana też jako Górna Modica.

Wraz z rozwojem miasta podjęto decyzję o… zabudowaniu problematycznych rzek i narodziła się nowsza Modica Bassa (Dolna Modica), umiejscowiona w dolinie.

Zwiedzanie miasta zostawiliśmy sobie na później, kierując swoje pierwsze kroki do wytwórni czekolady.

Czekolada z Modica

Zacznijmy od małego rysu historycznego. Sycylia przez wiele lat była częścią Królestwa Hiszpanii. I tak, kiedy konkwistadorzy „odkryli” kakao podczas swoich podróży do Ameryki Łacińskiej, wyspa była jedną z pierwszych, które dopracowały metodę obróbki kakao, najprawdopodobniej bazując na starych recepturach Azteków… A przynajmniej pewnej części owej receptury, jako że Aztekowie nie znali cukru.

Czekolada z Modica jest przetwarzana na zimno i nie zawiera masła kakaowego ani mleka. Cały proces odbywa się w temperaturze nie wyższej niż 45 stopni Celsjusza, dlatego też ziarna cukru nie rozpuszczają się. Tak powstała czekolada ma inną teksturę niż ta, tradycyjnie nam znana. Zgodnie ze starym procesem obróbki na zimno wszystkie korzystne właściwości kakao pozostają nienaruszone. Czekolada nie rozpływa się w ustach, a kruszy. Podczas konsumpcji da się wyczuć chrupiące grudki cukru.

400 lat później Modica wciąż pozostaje kustoszem tej odwiecznej praktyki i najlepszym miejscem do delektowania się autentyczną sycylijską czekoladą.

Najstarsza wytwórnia na Sycylii to Antica Dolceria Bonajuto – tam wciąż wytwarza się czekoladę zgodnie ze wspomnianą recepturą i znajduje się ona właśnie w Modica. Do wyboru jest wiele smaków czekolady, w tym smaki nieco dziwaczne: z chilli, pieprzem czy nawet winem.

Rodzina Bonajuto założyła tę cukiernię w roku 1880, co oznacza, że czekoladę wytwarzania się tam już ponad 140 lat. W tym czasie przez cukiernię przewinęło się aż 6 pokoleń! Wytwórnia do dziś znajduje się w tym samym miejscu i silnie wpisuje się w historię miasta.

Oczywiście, przy okazji zakupu nie mogłam się również oprzeć cannoli z pistacjami, które wyglądało wręcz nieprzyzwoicie pysznie. I tak też smakowało.

Ceny nie są jakieś strasznie wysokie. Za 3 czekolady i cannoli zapłaciliśmy 10 Euro. Ponoć możliwe jest zwiedzanie wytwórni, niestety na tamten dzień nie było już dostępnych miejsc. No cóż, musieliśmy obejść się smakiem. Nie byle jakim zresztą.

Modica – zwiedzanie

Zaspokoiwszy czekoladowy głód ruszyliśmy na niespieszny spacer po mieście. Atakowani z każdej strony przez sprzedawców wycieczek ciuchciami, w końcu ulegliśmy pokusie uznając, że może to być całkiem fajny pomysł. Taki leniwy dzień jeszcze nikomu nie zaszkodził, a ów pojazd przynajmniej wwiezie nas na punkt widokowy. Cała przyjemność kosztowała 5 Euro.

Kręcą się koła, ciuchcia ruszyła. Mozolnie zaczęła piąć się w górę, kiedy nagle lunął deszcz. Dosłownie lunął. W jednym momencie nastąpiło takie oberwanie chmury, że praktycznie niewiele było widać. Biegiem uciekaliśmy do ciuchci, w pośpiechu strzeliwszy jeszcze fotkę na punkcie widokowym.

Wprawdzie zapowiadano opady, ale żeby w sierpniu na Sycylii aż tak? Jak się później okazało, to nie ostatnia ulewa, jaka dorwała nas podczas tej podróży. Zapewne dlatego Sycylia jest bardziej zielona i kwitnąca nawet w środku lata niż Malta.

Ciuchcia nie była w stanie dalej jechać, więc zatrzymaliśmy się pod daszkiem na stacji benzynowej, by przeczekać ulewę. Jeden grzmot, drugi. Tak, zaczęła się burza. Trwała ona w sumie nie więcej niż pół godziny, po czym wyszło słońce. Ot, taka przygoda.

Miasto najlepiej zwiedzać bez planu. Nie ma sensu odhaczanie punktu po punkcie czy kościoła za kościołem. Sami tego nie lubimy. Najlepiej dać się ponieść nogom i odkrywać miasto kawałek po kawałku, zaułek po zaułku. My spędziliśmy w Modica pół dnia. Na wieczór planowaliśmy dojechać do Caltagirone, zahaczając przy okazji o opuszczone miasto… ale o tym będzie już kolejny wpis.