Pinnawala – sierociniec dla słoni

Sierociniec słoni… A właściwie miejsce, które kiedyś, w założeniu miało być sierocińcem, a później przekształciło się w centrum rozrywki i rozmnażalnię słoni. Początkowo schronienie znajdowały tam osierocone słonie z całej wyspy, później słonie zaczęły się rozmnażać i w tej chwili w sierocińcu zamieszkuje duża liczba słoni urodzonych już w niewoli. Jak dla mnie, najbardziej kontrowersyjne miejsce na Sri Lance. Do samego końca biłam się z myślami: jechać, nie jechać? W końcu, będąc w Kandy, podjęłam ostateczną decyzję: jedziemy! Przecież nie można sugerować się tylko (niejednoznacznymi zresztą) opiniami. Chciałam na własne oczy przekonać się, jak to naprawdę wygląda.


Pinnawala na mapie


Wsiedliśmy w autobus do Pinnawala. Koszt z Kandy to 50 LKR (1,37 PLN). Już na przystanku złapał nas kierowca tuk-tuka oferując swoją podwózkę do sierocińca. Wiedzieliśmy, że do sierocińca jest jeszcze 6 km. Ustaliliśmy cenę 400 LKR (10,96 PLN) i ruszyliśmy. Po drodze odrzuciliśmy kilka ofert przejażdżek na słoniach, karmienia słoni itp. Po około 3 km kierowca zatrzymał się mówiąc, że to tutaj.

Po co to piszę? Aby wyczulić Was na oszukujących kierowców!


Było tam wejście z namalowanym wielkim słoniem, ale byliśmy pewni, że nie jest to nasz sierociniec. Po pierwsze – odległość nie ta, po drugie, brak jakiegokolwiek napisu: Pinnawala Elephant Orphanage. Zapytaliśmy naszego kierowcy, dlaczego przywiózł nas tutaj, skoro nie jest to miejsce, o które pytaliśmy. Otrzymaliśmy zdawkową odpowiedź: bo tutaj jest lepiej. I zaczęła się dyskusja już bardziej uniesionym tonem. Nasze sprzeciwy, bo przecież my chcemy się dostać do Pinnawala Elephant Orphanage i kontrargumenty kierowcy, który uparcie twierdzi, że miejsce, w które nas przywiózł, jest zdecydowanie lepsze, bo tutaj za 2000 LKR można nakarmić słonia, wykąpać słonia i pojeździć na słoniu. Nie sprawdziliśmy wiarygodności jego informacji, gdyż przed oczami stanęła nam w tym momencie wizja trzymanego na łańcuchach słonia, którego obmacują wszyscy po kolei, którzy zapłacili te 2000 LKR, na którego wsiadają wszyscy po kolei, by zrobić sobie fotki na słoniu, i którego nogi są przywiązane do drzewa. Ta przerażająca wizja wywołała agresję w moim głosie i zdecydowanie powiedziałam kierowcy, że umawialiśmy się na 6 km i Pinnawala Elephant Orphanage, więc niech nas tam wiezie. Niepocieszony kierowca odparł, iż będzie to kosztować ekstra 150 LKR. Że co? Umawialiśmy się na 400 za 6 km trasy! Chyba stwierdziwszy, że już nic nie wskóra, kierowca tuk-tuka odpalił silnik i podwiózł nas pod bramę sierocińca. Daliśmy mu ustalone 400 LKR i ruszyliśmy w kierunku wejścia.


Ten trochę przydługi opis trasy jest po to, aby wyczulić Was, podróżnicy, na kierowców w tych okolicach, którzy będą próbowali naciągnąć Was na różne atrakcje z udziałem słoni, z których zapewne mają sporą prowizję. Zakładam bowiem, że nie byliśmy pierwszymi ani ostatnimi, których próbowali naciągnąć.


Wracając do sierocińca. Bilet wstępu kosztuje 2500 LKR (68,47 PLN). Wewnątrz można kupić za 250 LKR (6,85 PLN) koszyk z owocami, którymi można karmić słonie. W koszyku jest kilka bananów, kawałki ananasów i arbuzów (w sumie ok 8-10 sztuk). My mieliśmy swoje banany, które dorzuciliśmy do koszyka i nikt nic nie powiedział.


Pinnawala Elephant Orphanage


Ale po kolei… Najpierw poszliśmy zobaczyć małe słonie karmione butelką. Karmienie odbywa się 3 razy dziennie: 9:15, 13:15, 17:00. Nie zauważyłam tam niczego niepokojącego. Ogromne ilości mleka znikały w słoniowych paszczach, a opiekunowie nie stosowali żadnych źródeł przemocy wobec zwierząt. Wyposażeni byli w cienkie drewniane gałązki używane jako „straszak”, by skierować zwierzaki do wyjścia celem przyprowadzenia kolejnej dwójki.


Pinnawala Elephant Orphanage


Kolejnym punktem, do którego się udaliśmy, było miejsce karmienia słoni owocami. Nabyliśmy wspomniany koszyk z owocami za 250 LKR. Słonie czekały już na pokarm i na widok koszyka szeroko otwierały paszcze lub wyciągały trąby. Zapewne zostały do tego specjalnie wytresowane, niemniej nie wydawały się nieszczęśliwe przeżuwając owoce lub węsząc trąbami w koszykach lub pod pachami zwiedzających. Nawet moja jasna koszulka została umorusana piaskiem ze słoniowej trąby 🙂

Tutaj już dało się zauważyć opiekunów z kijami z metalowym zakończeniem… pierwszy negatywny obraz podczas wędrówki po sierocińcu. Niemniej nie zauważyliśmy, aby słonie były szturchane czy chociażby zastraszane.


Pinnawala Elephant Orphanage   Pinnawala Elephant Orphanage


Nakarmiwszy słonie, udaliśmy się na polanę z tyłu, gdzie słonie podgryzały przywiezione im gałązki. Były luźno puszczone na polanę, bez łańcuchów i przemieszczały się swobodnie. Nic niepokojącego…

Pinnawala Elephant Orphanage


Aż do momentu, kiedy zobaczyliśmy te dwa słonie przykute łańcuchami do podłogi pod zadaszeniem. Dlaczego te dwa były skute? Tego nie wiemy, zresztą i tak nie dowiedzielibyśmy się prawdy. Przypuszczamy, że może były zbyt temperamentne lub jeszcze nieoswojone… Niemniej widok smutny i rzucił sporą dawkę cienia na sierociniec.


Pinnawala Elephant Orphanage


W oddali między drzewami też zauważyliśmy słonie, jednak ten obszar zamknięty był dla zwiedzających. Znajdowała się tam tabliczka informująca, by nie podchodzić zbyt blisko, ponieważ słonie nie są oswojone.


Pinnawala Elephant Orphanage   Pinnawala Elephant Orphanage


Nagle naszą uwagę przykuł samotnie stojący słoń. Nie jadł, nie spacerował, po prostu stał. W pobliżu stało dwóch opiekunów. Jak się okazało, był to najstarszy w sierocińcu (70-letni osobnik), z którym za „jedyne” 500 LKR opiekunowie pozwalali robić sobie zdjęcia…


Pinnawala Elephant Orphanage


Następnie poszliśmy nad rzekę. Na pierwszy rzut oka słoniowy raj. Słonie taplające się w rzece lub spacerujące po wybrzeżu, obsypujące się piaskiem.


Bez łańcuchów… większość z nich. Gdyby bardziej się przyjrzeć, kilka słoni miało na nogach łańcuchy. Najsmutniejszy jednak widok to była ciężarna słonica, oczywiście z łańcuchami na nogach


Pinnawala Elephant Orphanage


…z którą za pieniądze (500 LKR) opiekunowie pozwalali robić sobie zdjęcia. Oczywiście nie skorzystaliśmy z tej „okazji”. Za pieniądze również można było zrobić sobie zdjęcie myjąc słonia. Nie spotkaliśmy się z żadną ofertą przejażdżki na słoniu ani zrobienia sobie zdjęcia na słoniu.



Usiedliśmy na tarasie nadbrzeżnej knajpki z widokiem na kąpiące się słonie i obserwowaliśmy dalej. Przyzwoite ceny w knajpce: piwo Lion (0,5 L) za 450 LKR. Jak na to miejsce – nieźle. Po jakimś czasie opiekunowie zaczęli zwoływać słonie do powrotu znad rzeki. Nie zauważyliśmy żadnych objawów przemocy. Bardziej umorusane piaskiem zwierzęta najpierw zostawały opłukane wodą polewaną z wiader. Potem zgodnym szykiem wychodziły znad rzeki i maszerując miejską uliczką szły do zagrody, gdzie otrzymywały posiłki. Po południu kolejna kąpiel. Opiekunowie siadali na wybrane słonie i jechali na nich, jednak bez żadnych mocowań czy turystycznych siodełek. Jak wspomniałam już wcześniej, turyści nie mogą jeździć tutaj na słoniach.

Rozkład dnia słoni w Pinnawala przedstawia się tak:


08:30 – Otwarcie sierocińca dla zwiedzających

09:15 – Karmienie butelką

10:00 – Wyjście nad rzekę

12:00 – Powrót znad rzeki

13:15 – Karmienie butelką

14:00 – Wyjście nad rzekę

16:00 – Powrót znad rzeki

17:00 – Karmienie butelką

17:30 – Zamknięcie kasy biletowej

18:00 – Zamknięcie sierocińca dla zwiedzających


Podsumowanie: mam mieszane uczucia co do sierocińca. Osobiście nie zauważyłam oznak złego traktowania zwierząt czy też szturchania ich ostro zakończonymi kijami, o jakich czytałam wcześniej. Niemniej kilka osobników w łańcuchach rzuciło cień na cały ośrodek. Poza tym, zwierzęta wydawały się być dość usłuchane, co świadczy o tym, że czują respekt wobec człowieka. Nie mam pojęcia, jak wygląda ich trening za dziecięcych lat. Ostateczną ocenę oraz decyzję: jechać tam czy nie jechać? pozostawiam czytelnikom. Może pół dnia pobytu w sierocińcu to za mało, by zobaczyć wszystko, więc jeżeli macie swoje doświadczenia, którymi chcielibyście się podzielić, serdecznie zapraszam i będę wdzięczna za wszelkie komentarze, które pozwolą innym osobom podjąć decyzję.


Podsumowanie kosztów:

  • autobus z Kandy 50 LKR
  • tuk-tuk 400 LKR
  • wstęp 2500 LKR
  • koszyk z owocami 250 LKR
  • hotelu nie liczę, ponieważ i tak mieliśmy nocować w Kandy wybierając się do Świątyni Zęba

W sumie: 3200 LKR (87,5 PLN).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Sri Pada / Adam’s Peak, czyli Szczyt Adama

Adam’s Peak (Sri Pada w języku syngaleskim) – piąty co do wysokości szczyt Cejlonu – wznosi się na wysokość 2243 m

Zamknij