Meksyk – Cancun i okolice, czyli moje ogólne wrażenia

Meksyk… tak, bajeczna kraina, niektórym wydaje się bardzo odległa, ale w sumie tak nie jest. W zeszłym roku (wrzesień 2014) postanowiłam tam polecieć, a marzenia przecież są po to, aby je realizować… Szperałam, szukałam, aż w końcu znalazłam loty… bezpośrednie z Manchesteru do Cancun. Dość tanie były we wrześniu, nie odstraszała mnie nawet wizja możliwych opadów deszczu (przecież to tzw. pora deszczowa była). Wizja tej podróży napawała mnie energią i odliczałam dni do wyjazdu…

Meksyk, Cancun

W końcu nadszedł dzień wylotu. Niespełna 9 godzin w samolocie, lekkie turbulencje nad Atlantykiem i w końcu wylądowaliśmy. Po wyjściu z samolotu o moją twarz odbił się podmuch gorącego, wilgotnego powietrza. Pomyślałam sobie… „hmm, trzeba będzie się przyzwyczaić, klimat jest zupełnie inny”. Nie minęło kilka minut, a po moim ciele spływały strużki potu. Jak się później okazało, było niewiele ponad 30 stopni, ale temperatura odczuwalna jest zupełnie inna. Tak podekscytowani nowym doświadczeniem (na razie tylko klimatycznym), wyruszyliśmy do hotelu.

Hotel zarezerwowaliśmy sobie z dala od popularnej „Zona Hotelera”, gdzie ceny powalają z nóg. Za 1/4 tej ceny można znaleźć bardzo dobre lokum oddalone o kilka/kilkanaście kilometrów od centrum.

Meksyk, Cancun

Przed wyjazdem zarezerwowaliśmy samochód. Co do przepisów ruchu drogowego, to prawie nie istnieją. Znaki świetlne znajdują się za skrzyżowaniem i nieraz nie wiadomo, kogo dotyczą. Kierowcy poruszający się na światłach awaryjnych to codzienność, tylko nie wiadomo dokładnie, co chcą nam w ten sposób przekazać… Poza tym, trzeba uważać progi zwalniające, które znajdują się właściwie wszędzie 😀 I nie jest to żart, spotkaliśmy się z nimi nawet na autostradzie! Więc chwila nieuwagi i można wyskoczyć wysooooko, jeśli nie zauważymy informacji (lub jej po prostu nie będzie) o ograniczeniu prędkości. A progi bywają, jeśli przy autostradzie znajduje się np jakiś hotel lub centrum rozrywki.

Meksyk, Cancun

Niemniej Meksyk polecam każdemu. Niech Was nie zraża cena biletu lotniczego (nie warto korzystać z ofert biur podróży), reszta jest tania. Hotele można zarezerwować za grosze (oczywiście na Booking.com), o ile poszukamy w odległości kilkunastu km od Zona Hotelera, koszty życia też są tanie (ceny niższe niż Polsce). My nocowaliśmy w Mayambe Private Village. Polecam, choć do „cywilizacji” spacerkiem około 20 minut. Za to pokoje czyściutkie, a właściciel przemiły 🙂

Do wyszukiwania lotów polecam stronę: Skyscanner

Co do atrakcji, to jest ich duuuużo, najważniejsze postaram się opisać w odrębnych postach. Z atrakcji, które my zdążyliśmy zaliczyć podczas naszego 2-tygodniowego pobytu, zdecydowanie wyróżniłabym (opisy w podstronach):

W tej chwili udostępniam wybrane zdjęcia, reszta w osobnych folderach (oby nie zanudzać zainteresowanych tylko konkretnymi tematami) 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Popeye Village

Popeye Village - bajkowa wioska powstała na potrzeby filmu Jeżeli ktoś ma wolny dzień, który chciałby spędzić w dość leniwy

Zamknij