2500 km w 6 dni po Północnej Szkocji…

2500 km w 6 dni po Szkocji… i tysiące niezapomnianych wrażeń! Dlaczego właśnie ta wyprawa na zawsze pozostanie niezapomnianą? Bo to była pierwsza wyprawa, o której decyzja zapadła dosłownie w minutę! Wyprawa bez konkretnego planu, bez zarezerwowanych noclegów… Byliśmy tylko my, mapa i nasz niestrudzony towarzysz: toyota hilux (zwana przez nas Prosiaczkiem), która nie odmówiła posłuszeństwa nawet w najtrudniejszych dla samochodu warunkach 🙂


Ogólny zarys naszej trasy:


Szkocja, zarys trasy

Oczywiście, wyprawa po Szkocji gdzieś tam była w planie, ale póki co, bez bliżej określonych dat była po prostu zarysem, cieniem, który kiedyś miał przekształcić się w plan. Nagle wpadło nam kilka wolnych dni, których po prostu nie mogliśmy zmarnować. Powstała więc w minutę decyzja: wsiadamy w samochód i jedziemy do Szkocji!


Spakowaliśmy się w kilka chwil. W głowach powstał wstępny plan trasy: Warrington – Aberdeen – Inverness i Loch Ness – objazd północy, czyli Thurso i Dunnet Head – Isle of Skye – Warrington. Chcieliśmy po prostu objechać Szkocję dookoła, nie zatrzymując się w wielkich miastach, jak Edynburg czy Glasgow, skupiając się na tym, co najpiękniejsze – czyli tamtejsza natura.


Szkocja, Isle of Skye

Nocleg w Aberdeen zarezerwowaliśmy już z drogi, korzystając jeszcze z dobrodziejstw internetu, którego – jak się później okazało – miało na północy zabraknąć 🙂 Cięliśmy koszty, czyli wybrana została najtańsza dostępna opcja – pokoik nad szkockim pubem. Strzał w dziesiątkę – schludny, czysty, z łazienką i przepysznym piwem serwowanym w knajpce na dole 🙂 Gdyby ktoś był zainteresowany, to namiar na hotelik tutaj: The Globe Inn Aberdeen.


Skrupulatne zwiedzanie Aberdeen nie było w planie, ograniczyliśmy się zatem do spaceru po Starym mieście, odwiedzenia starego, rybackiego miasteczka Footdee, nazywanego też Fittie (polecam!) oraz latarni morskiej.



Kolejny cel – Inverness.  Trasa z Aberdeen prowadziła przez góry. Cudne, zielone, spokojne, majestatyczne… Na trawie pasły się barany, z daleka wyglądające jak rozsiane na zielonym dywanie białe punkciki. Zza szczytów wyglądało słońce dodając wzgórzom niepowtarzalnego uroku. Mogłabym tak jechać bez końca rozkoszując się widokiem natury.




Po drodze zboczyliśmy do Craigievar Castle. Budowla… ciekawa, bo inaczej nie mogę jej określić. Zresztą zobaczcie sami:

Szkocja, Craigievar Castle


Korzystając wciąż jeszcze z dobrodziejstw internetu rozpoczęliśmy przez przybyciem do Inverness poszukiwania noclegu. Niestety, tutaj już zaczęły się schody. Tak, wiem, trafiliśmy na wyjątkową pogodę jak na szkockie warunki atmosferyczne (błękitne niebo i prawie nie padało)… Tak, wiem, był weekend… No, ale żeby nie można było znaleźć noclegu w przyzwoitej cenie w sporym zresztą i całkiem turystycznym Inverness?


Ceny zaczynały się (o zgrozo!) od 65 funtów/dobę! Zdecydowaliśmy się zatem na połowę tańszy pensjonat oddalony około 40 km od Inverness. Też był schludny, przyjemny, ale już pozbawiony tego dobrodziejstwa, bez jakiego niektórzy nie mogą wyobrazić sobie dnia – czyli internetu 🙂 Zasięg w telefonach też tam był prawie żaden. Namiar na hotel: Garve Country Hotel

Spodziewając się zatem całkowitego odcięcia od świata w niedalekiej przyszłości (przecież jechaliśmy na północ!) postanowiliśmy w knajpce w Inverness przeszperać strony internetowe, aby w zasadzie utwierdzić się w przekonaniu, że noclegu na północy ani na Isle of Skye nie zarezerwujemy… Oczywiście, nasze przypuszczenia okazały się słuszne. W nielicznych dostępnych jeszcze noclegowniach ceny zaczynały się od 90 funtów w górę, co było dla nas nie do przyjęcia! Nawet gdybyśmy dysponowali taką gotówką przeznaczoną na przyjemności, to zdecydowanie inaczej wolelibyśmy ją zagospodarować 🙂 Pozostały nam więc dwie opcje: albo szukać noclegu na miejscu licząc na przydrożne hoteliki albo nocować w naszym dość sporym samochodzie na dziko, ewentualnie na polu kempingowym, o ile na takie trafimy po drodze. Opcję pierwszą odrzuciliśmy na wstępie, gdyż po prostu szkoda nam było czasu na pukanie po pensjonatach, aby usłyszeć cenę, której pewnie i tak byśmy nie zaakceptowali. Opcja druga wydała się ciekawsza 🙂 Ahoj przygodo! A że Szkocja jest krajem bardzo przyjaznym turystom i można spać w zasadzie wszędzie, gdzie ma się ochotę (oczywiście jeżeli nie jest to teren prywatny), o dogodną miejscówkę do spania się nie martwiliśmy. Wyszliśmy z założenia, że jeśli znajdzie się po drodze kemping, to będzie kemping, jeżeli nie, to będzie „loża” z widokiem na morze, barany dookoła, cisza i spokój… Czas miał pokazać, że w sumie to wcale się nie pomyliliśmy 🙂

 No ale czekała nas jeszcze wizyta u potwora z Loch Ness

Szkocja, Loch Ness


Jadąc drogą wzdłuż jeziora – ogromnego jeziora (37 km długości) trafiliśmy do Loch Ness Exhibition Centre.

Szkocja, Loch Ness Exhibition Centre


Za 7,95 GBP można w dość ciekawy sposób dowiedzieć się sporo o historii Loch Ness, poznać legendy dotyczące istnienia potwora oraz naukowe wywody świadczące za i przeciw jego egzystencji w wodach jeziora. Prezentacja odbywa się w kilku pomieszczeniach, przez które przechodzi się po kolei. W każdym z nich oglądamy ciekawą prezentację. Oczywiście, aby była ciekawa, wymagana jest jako taka znajomość języka angielskiego. Dla zainteresowanych oficjalna strona Loch Ness Exhibition Centre: http://www.lochness.com/home.aspx


W okolicach jeziora ciekawym obiektem do zwiedzania wydał się nam jeszcze zamek Urquhart. Przepięknie położony, XIII – wieczny obiekt, a właściwie jego ruiny, faktycznie robi wrażenie… tym bardziej, że legenda głosi, iż to właśnie w jego lochach pomieszkiwał potwór.


Okoliczne sklepiki zalecają spożycie szklaneczki takiego oto trunku przed spotkaniem z Nessie… a może właśnie, aby go zobaczyć 🙂

Szkocja, Loch Ness, Urquhart Castle


Kupiliśmy, spożyliśmy, potwora nie zobaczyliśmy, no… może taką oto namiastkę:

Szkocja, Loch Ness


Kolejny cel… północ, a konkretnie Huna. Miała ona być dobrą bazą wypadową na Dunnet Head, czyli najdalej na północ wysunięty punkt Szkocji na wyspie. Jak na złość pogoda się już zepsuła, a może po prostu postanowiła pokazać nam prawdziwe oblicze Szkocji 🙂 W sumie Szkocja zawsze kojarzyła mi się z mgłami na wzgórzach, deszczem, wiatrami… a tutaj powitało nas i przez całe dwa dni nie opuszczało słońce! Hiszpania to to nie była (jakieś 15 stopni mniej), ale ogólnie było dość ciepło i przyjemnie.

Padający deszcz nie zraził nas jednak – w końcu wybierając się na północ Szkocji byliśmy na taką właśnie pogodę przygotowani.



Noc w Huna na zawsze należeć będzie do niezapomnianych, ponieważ była to pierwsza noc spędzona w naszym wygodnym (nawet do spania, jak się wtedy okazało) samochodzie 🙂 Zatrzymaliśmy się na podjeździe u gospodarza, który udostępniał kawałek swojej łąki do spania wielbicielom noclegów pod namiotem. W sumie zależało nam tylko na prysznicu 🙂

 Wieczór w aucie, z deszczem bębniącym o dach, na północy Szkocji, oczywiście z małą buteleczką szkockiej na rozgrzewkę, miał swój wyjątkowy urok 🙂 Siedzieliśmy opatuleni kołdrą naprędce zakupioną w Tesco w Inverness, słuchaliśmy muzyki sączącej się delikatnie z radia i chcieliśmy, aby ten wieczór trwał jak najdłużej. W końcu zmorzył nas sen… a rano obudziły promienie słońca zaglądające figlarnie przez szyby samochodu.

Szkocja (północ), Huna


Przeciągnęliśmy się i dopiero wtedy dało się zauważyć, w jak uroczej, nadmorskiej scenerii spędziliśmy noc. Wieczorna mgła ograniczała widoczność zaledwie do kilkunastu metrów…

 Szybkie śniadanie i ruszyliśmy dalej. W planie mieliśmy „zaliczenie” najdalej na północ wysuniętego skrawka lądu brytyjskiego, czyli Dunnet Head oraz pokonanie jak najdłuższego odcinka trasy wybrzeżem w kierunku Isle of Skye.


Na Dunnet Head udało się dojechać dość szybko.

Szkocja (północ), Dunnet Head


Sam widok ze skarpy był wart zachwytu. Pionowa ściana skalna wpadająca wprost do Morza Norweskiego zrobiła na mnie naprawdę imponujące wrażenie… a był to dopiero przedsmak tego, co mieliśmy podczas naszej wyprawy zobaczyć.

Szkocja (północ), Dunnet Head


Oczywiście nie mogło obyć się bez sesji zdjęciowej w mijanej po drodze zatoce. Akurat zrobiło się nieco pochmurno, ale taki właśnie zmienny jest klimat Szkocji…



Dalej było coraz piękniej, ciekawiej, coraz więcej „ochów” i „achów”…  Szkocki krajobraz potrafił zaskakiwać na każdym kroku. Z rzadka rozsiane domostwa, malownicze zatoczki, zielone wzgórza… czasami lekko przysłonięte mglistą kołderką…



Do tego cudne plaże ze złotym piaskiem i niemalże błękitną wodą, która zdawała się zapraszać do kąpieli… i pewnie bym skorzystała, gdyby nie temperatura otoczenia, która zdecydowanie mówiła morskiej kąpieli… nie!




Szkocka fauna, która była niemal na wyciągnięcie ręki, zdawała się pozować do zdjęć 🙂


Szkocja (północ), na trasie Thurso - Scourie - Ullapool - Isle of Skye  Szkocja, Isle of Skye


Szkocja (północ), na trasie Thurso - Scourie - Ullapool - Isle of Skye  Szkocja (północ), na trasie Thurso - Scourie - Ullapool - Isle of Skye


Trasę z Huna do Isle of Skye pokonaliśmy w niecałe dwa dni, z noclegiem na poboczu. Z dobrodziejstw prysznica skorzystaliśmy na polu kempingowym, jednak nie zostaliśmy tam na noc. Zdecydowaliśmy, że jest jeszcze zbyt jasno i szkoda tracić cenne godziny.

Co do prysznica, to dość ciekawe rozwiązanie dla podróżników oferuje miejscowość Kyle of Lochalsh, tuż przy moście na Skye – otóż publiczne toalety w „zawrotnej” cenie 20 pensów wyposażone są w takie udogodnienie jak prysznic z ciepłą wodą 🙂

Na Isle of Skye spędziliśmy dwa dni i… zakochałam się w tym miejscu. Gdyby nie to, że z natury jestem ciepłolubna z pewnością chciałabym się tam na jakiś czas osiedlić 🙂 Co mnie tak urzekło? Otóż natura, natura i jeszcze raz natura! Ta cudnie soczysta zieleń jak okiem sięgnąć!

Szkocja, Isle of Skye  Szkocja, Isle of Skye


Szkocja, Isle of Skye  Szkocja, Isle of Skye

To połączenie dwóch, jakże wspaniałych cudów natury, czyli gór i morza!


  Szkocja, Isle of Skye

A, no i szkocki element, czyli gra na kobzach w Portree też musiała być! Zapraszam na filmik tutaj: Pipe Band, Isle of Skye


Szkocja, Isle of Skye


Znalazłam kolorowe domki nad wodą, które tak bardzo poszukiwałam po ujrzeniu urzekającej fotografii w internecie… Niestety w rzeczywistości okazały się być nieco mniej kolorowe niż na zdjęciu 🙂

Szkocja, Isle of Skye


Co jednak było w tej wyprawie najpiękniejsze?

Na tej malutkiej wyspie poczułam prawdziwą wolność, co dodatkowo wspomagało moją reakcję na otoczenie. To tam poczułam się po raz pierwszy jak wędrowiec, który zasypia tam, gdzie ma na to ochotę i budzi się codziennie w innej scenerii. My po prostu jechaliśmy. Stawaliśmy tam, gdzie nam się spodobało, jedliśmy tam, gdzie widok wydawał się nam odpowiedni do śniadania, obiadu czy kolacji 🙂 Nasza towarzyszka podróży, czyli malutka kuchenka gazowa okazała się niezastąpiona w tym przypadku 🙂



Śmiało mogę powiedzieć: tak właśnie smakuje wolność! Szkoda, że dane nam było zaznać jej tylko chwilowo, gdyż trzeba było wracać do pracy i obowiązków, ale ta namiastka wystarczyła, aby móc powiedzieć, że jest to cudowne uczucie!

Szkocja, Isle of Skye  Szkocja, Isle of Skye


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Szkocja

2500 km w 6 dni po Północnej Szkocji…:

Zamknij